Dobre wieści do dalekich krajów

WP_20161103_002[1]

Z wielką przyjemnością informujemy naszych Czytelników, zwłaszcza tych, którzy mieszkają na obczyźnie z dala od Polski, że dostępna jest nasza książka „Księżyc zza nikabu” również w wersji e-booka. Można ją kupić online w jednej z trzech księgarni internetowych: virtualo.pl lub woblink.com, a także publio.pl

Mamy nadzieję, że informacja ta ucieszy wszystkie Czytelniczki naszego bloga, które bardzo chciały przeczytać naszą książkę, ale wysyłka do kraju ich zamieszkania nie była możliwa, oraz te zainteresowane, które żaliły nam się, że nie mogły dostać książki „od ręki” w tych księgarniach, w których o nią pytały. No i oczywiście mogą „Księżyc….” kupić wszyscy ci, którzy w ogóle już się przestawili na czytanie e-booków:-) My, autorki, do tej ostatniej grupy jeszcze nie należymy:-(

Pozdrawiamy serdecznie wszystkich naszych Czytelników, niezależnie od tego, jaką formę wydania książki wolą czytać:-)
WP_20161102_002[1]
WP_20161102_003[1]

Na zdjęciach (zrobionych w listopadzie 2016r.) wciąż bajecznie urokliwy choć pusty Sharm el Sheikh.

List do nas….

Za zgodą autorki tego listu, zamieszczam go tutaj. Ci Czytelnicy, którzy żałują, że my już tu nie piszemy, będą mogli poczytać sobie innego ciekawego bloga na ten temat. Zachęcamy:-)

Szanowna Pani Moniko,
nazywam się Sylwana Dimtchev. Na Pani bloga natrafiłam przy okazji plebiscytu na blog roku, chyba w 2015 r. Bardzo mi się spodobało, że walczy Pani ze stereotypami dotyczącymi szeroko pojętego „wschodu” i „południa”, a także, a może przede wszystkim islamu, muzułmanek i muzułmanów. Spodobała mi się Pani odwaga, ale również poczucie humoru (odpowiedzi na niektóre komentarze po prostu zwalały z nóg!), dystans i piękne zdjęcia.
Mieszkając w Egipcie mogła Pani przekazywać dane „z pierwszej ręki”, nie przekoloryzowane i nie zaciemnione (jak wiele tak zwanych profesjonalnych dziennikarzy uwielbia robić, by pokazać więcej „mięcha” – niezbyt apetycznego, ale świetnie sprzedającego się, a najczęściej niestety, nieprawdziwego. Bardzo Pani i Pani mamie za to dziękuję.
Sama na codzień walczę jak mogę z ignorancją i (niestety) głupotą niektórych znajomych, starając się popularyzować prawdziwe dane i prawdziwe informacje, nie tylko te najkrwawsze.
Pani pokochała Egipt, ja – Iran. Ostatnio wróciłam z mojej pierwszej (ale z pewnością nie ostatniej) podróży po tym cudownym kraju. Jak zapewne Pani się domyśla, ludzie nic nie wiedzą na temat Persów, Iran mylą z Irakiem, a do mnie wyjeżdżającej mówili,że wrócę bez głowy.
Zamiast jednostkowo tłumaczyć, dlaczego istnieje różnica między islamistami, muzułmanami a terrorystami, sunnizmem a szyizmem, burką a czadorem, postanowiłam robić to zbiorowo i pisać bloga www.zwyklyzeszyt.pl
Dopiero zaczynam (dopiero co wróciłam) i w planach jest poruszanie nie tylko tematów muzułmańskich, ale wszelkich takich, na które panują błędne przekonania w społeczeństwie i kompletna dezinformacja.
Piszę do Pani nie z propozycją współpracy ani prośbą o promocję. Nie chcę odnosić sukcesów cudzymi rękami.
Piszę dlatego, ponieważ mam wrażenie, że zarówno Pani jak i mnie przyświęca jeden cel – obalanie, za przeproszeniem, głupot.
Będzie mi szalenie miło, jeśli by zechciała Pani do mnie zaglądać, nawet anonimowo. Zdaję sobie sprawę, że takie pisanie to nie tylko praca u podstaw, ale również ta syzyfowa (wieści o złych ludziach o ciemniejszym kolorze skóry mają większy zasięg), ale mam już dość islamofobii, europocentryzmu, dezinformacji i rasizmu. Blog ma być wyrazem braku zgody na to wszystko.
Serdecznie pozdrawiam i życzę sukcesó – Pani rodzinie w Niemczech, Mamie – w Andaluzji.

Sylwana
Zwykły Zeszyt – moje notatki z obserwacji świata
moje notatki z obserwacji świata
zwyklyzeszyt.pl

Świetny artykuł po lekturze naszej książki

„Księżyc zza nikabu”, czyż może być bardziej niepokojący a zarazem ciekawszy tytuł w czasach, gdy…..”

„Im bardziej ktoś się dziwi, jak można w dzisiejszych czasach przejść na islam, tym bardziej zalecam mu przeczytanie tej książki. Po jej przeczytaniu w miejsce zdziwienia postawi sobie zrozumienie i będzie to zrozumienie nie tylko decyzji Moniki, ale także postęp w rozumieniu świata, w którym żyjemy, a który jest złożony i tajemniczy. Czytając powinien tylko pamiętać o tym, że nie jest ani niczyją, ani niczyją zasługą, że urodził się w tym, a nie innym miejscu i czasie, społeczeństwie i religii, jako syn czy córka wielkiej rodziny ludzkiej. Wszyscy urodziliśmy się pod tym samym słońcem i księżycem, a księżyc, jak wiadomo, ma dwie strony, widoczną i niewidoczną, „jasną i ciemną”.

Także księżyc jako symbol religii muzułmanów. Zachęcamy do przeczytania całego artykułu pt. „Księżyc zza nikabu” czyli o różnych obyczajach pod tym samym słońcem, napisanego przez Elżbietę Binswanger-Stefańską na portalu Sofijon

http://www.sofijon.pl/module/article/one/1217

Do napisania tego artykułu zainspirowała autorkę lektura naszej książki, ale treść artykułu wybiega daleko poza analizę faktów przytoczonych przez nas w „Księżycu….”. Pani Elżbieta podeszła do tematu z szerokim, naukowym wręcz, charakterystycznym dla niej rozmachem i postawiła pytania, które aktualnie stawiają sobie wszyscy ludzie na wszystkich kontynentach:

Czy mamy do czynienia ze „zderzeniem cywilizacji”?
Czy Europie grozi islamizacja?
W jakim kierunku zmienia się świat?
Na czym polega wzajemne przenikanie się kultur, opisywane przez nas w „Księżycu zza nikabu”?

Mądra, rzetelna i bardzo profesjonalna analiza tematu. Artykuł, który koniecznie powinni przeczytać nie tylko fani naszej książki, ale i ci hejterzy, którzy nas cały czas obserwują i próbują zaczepiać. A może właśnie oni przede wszystkim.

Film o Egipcie

Nie powiedziałyśmy jeszcze ostatniego słowa na temat Egiptu, bo już zaczynamy za Egiptem tęsknić…. Za tą jaśniejszą stroną księżyca egipskiego. Za tym, co w Egipcie najpiękniejsze. Pracuję właśnie nad scenariuszem do dokumentalnego filmu o Pustyni Zachodniej, głównie o oazie Siwa, którą opisywałam w naszej wydanej już książce. Dokładnie planuję, co trzeba będzie nakręcić, aby film był ciekawy, z którymi rdzennymi mieszkańcami Siwy trzeba będzie porozmawiać i do kogo się wprosić do domu. Sama zamierzam być w tym filmie prezenterem, więc muszę przygotować w szczegółach, co będę mówić, a stroną techniczną filmowania będzie zajmował się profesjonalny doświadczony filmowiec, wyposażony w zawodowy sprzęt. Zamierzamy tak ustawić realizację projektu czasowo, aby być w oazie Siwa podczas pełni księżyca w październiku, gdyż wówczas świętuje się tam daktylowe dożynki.

Ewa Zarychta

Nowa recenzja książki „Księżyc zza nikabu”

Oto fragmenty:
„Jeśli jednak intryguje Cię prawdziwy Egipt, jego mieszkańcy czy religia, którą wyznają, to musisz przeczytać powieść „Księżyc zza nikabu”, a gwarantuję Ci, że się nie zawiedziesz (…..)
Książka zawiera niezwykły zbiór praktycznych informacji o codziennym życiu, religii islamu, jedzeniu, a nawet o związkach z obcokrajowcami (…..)
Do tej pory czytałam już kilka pozycji opisujących życie w krajach arabskich, jednak ta powieść zwaliła mnie z nóg. Rozwiała moje wszystkie pytania, które zadawałam sobie od lat. Książka przedstawia ogrom informacji i to bardzo szczegółowo …… „

A to link do całej recenzji:

http://kate-with-books.blogspot.com/2016/07/ksiezyc-zza-nikabu-ewa-zarychta-monika.html

Piotr Ibrahim Kalwas – „Egipt: haram halal”

Muszę się odnieść do najnowszej książki tego autora, jako, że po jej dokładnym przeczytaniu i głębokich przemyśleniach doszłam do wniosków, którymi chcę się podzielić z czytelnikami. Powinnam.

W swojej książce, świetnie napisanej jeśli chodzi o warsztat literacki, Piotr Ibrahim Kalwas zajął się głównie kwestią religii oraz tym, jaki wpływ ma religia na egipskie społeczeństwo – życie społeczne szeroko pojmowane, rodzinne i to bardzo prywatne.
Przedstawia czytelnikowi różne odłamy islamu i ich wyznawców, czasami tylko zwolenników: szyitów, sunnitów, konserwatywne odłamy islamistyczne (brodaci) – wahabitów, salafitów, Bractwo Muzułmańskie, a także takich odszczepieńców jak bahaici. Rozmawia z przedstawicielami tych większości lub mniejszości religijnych, uprzednio ich upolowawszy, jak sam twierdzi, czasami w podstępny sposób. Osobno zajmuje się ateistami i agnostykami.
Dla mnie, jako osoby, która spędziła prawie 6 lat w Egipcie pracując na tzw. kontrakcie, bywała w rozmaitych miejscach i różnych lokalnych środowiskach, tak zdecydowanie negatywny obraz Egiptu przedstawiony przez Kalwasa jest zbyt jednostronny. I nie chodzi tu wyłącznie o religię. Zaobserwowane wady społeczeństwa jako zbioru jednostek, jako systemu, odniesienia do egipskiej tradycji i kultury, są mocno przerysowane, budzące u czytelników niechęć, a nawet odrazę do tego kraju, który, jak każde zjawisko na świecie, oprócz swoich wad, ma też niezaprzeczalne zalety. Jest to obraz pokazany w krzywym zwierciadle, poprzez pryzmat typowo reporterskich sensacyjnych poszukiwań i doniesień, mocno nadinterpretowanych.

Piotr Ibrahim Kalwas twierdzi, że kocha Egipt jednocześnie go nienawidząc, ale nawet między wierszami nie da się wyczuć choćby odrobiny tej miłości, sentymentu, na który się powołuje, pochwały tego, co dobre (oprócz jedzenia), nie mówiąc o pobłażliwości wobec tego, co może dobre nie jest, ale nie jest szkodliwe i można na to przymrużyć oko, albo trochę się z tego pośmiać. Może nie dane było autorowi, jako cudzoziemcowi, który przez wszystkie spędzone tam lata pozostał jednak obcym – agnabi (jak sam się określa), zaobserwować i doznać tego wszystkiego co sprawia, że odkrywa się zjawiska i ludzi, za które można ten kraj pokochać. Zwłaszcza, jak ruszy się tyłek poza kafejki Aleksandrii i Kairu.

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Kalwas pojechał do Egiptu i zamieszkał tam (pomijam świadomie sprawę religii, skoro autor sam o tym nie pisze) tylko po to, żeby wejść w pewne środowiska, jako „ten swój”, uzyskać potrzebne mu informacje, przetworzyć je i odpowiednio ubarwić, a następnie opisać w „Egipt: haram halal”. Autor nie wspomina ani słowem, co skłoniło go do przyjęcia islamu, a skoro tyle o nim pisze, krytykując jednocześnie idee szerzone przez największy na świecie ośrodek nauki o islamie Al.-Azhar, to czytelnicy są zapewne ciekawi genezy jego tak ważnej światopoglądowej decyzji.
Analizując dyskusje, które autor odbywa ze swoimi rozmówcami, odnoszę wrażenie, że wkłada w ich usta wiele swoich własnych stwierdzeń i uwag. Chyba, że to taki zamierzony literacki chwyt? Ale wówczas daje nam to fałszywy obraz Egipcjan.. Czy taki zamiar miał autor? Nie wierzę, że Egipcjanie, nawet ci najbardziej wykształceni, byliby w stanie wiele tych stwierdzeń sformułować i komukolwiek je przekazać (zwłaszcza obcemu) właśnie w taki sposób.
Wyczuwam jakąś nieszczerość autora, gdy w nadmiernie drastyczny sposób opisuje wszechobecny w Egipcie (jego zdaniem) zapach moczu i krwi, zwierzęcych i ludzkich:

„Synowie dozorcy kijami odpędzają ludzi wyciągających ręce po ciepłe, ociekające krwią mięso, (……….). Kobiety wyciągają ramiona ku niebu, sławiąc Stwórcę. Krew opryskuje twarze najbliżej stojących. Czuję jej słodki zapach, przemieszany ze smrodem kału i moczu”.
„ Zwierzęta ryczą z bólu, zagłuszają Jasmin, zagłuszają ją muezini nawołujący z setek minaretów krwawiącej, obsranej i zaszczanej Aleksandrii – kolebki kilku cywilizacji.”

Doprawdy , bismillah Piotrze, nie taki jest obraz Aleksandrii, nawet tuż przed Świętem Ofiarowania – Id al-Adha!!!
Również w opisach wielu innych islamskich obrzędów, np. obrzezania kobiet, jest w książce przytoczonych wiele bardzo mocnych scen. (Scenariusz do horroru o Egipcie?) Autor opisał skrajne przypadki, które mogą zostać odczytane jako powszechnie stosowane metody i wprowadzić czytelnika w błąd.
Oczywiście każdy pisarz, także reporter, ma prawo do subiektywnego przedstawiania faktów, a tak zwana obiektywna prawda, leży zawsze gdzieś pomiędzy „prawdą czasu i prawdą ekranu”. I do takiej prawdy wyrobiony czytelnik zawsze sam dojdzie. Tylko, że czytelnik czytający „Egipt: haram halal” nie ma szansy zbliżyć się do tego środka, bo widzi tylko jedną stronę medalu, choć zwykle jest ich dwie.

Nie polecam tej książki tym, którzy planują swój pierwszy wyjazd do Egiptu i nie mają jeszcze wyrobionego własnego zdania na temat tego kraju – lektura może zniechęcić i odstręczyć od pomysłu wyjazdu, co byłoby niepowetowaną dla nich stratą. Sama pewnie też nie podpisałabym kontraktu w Egipcie, gdybym przeczytała tę książkę przed jego podpisaniem. A nie żałuję, że spędziłam tam prawie 6 lat, choć nieraz wylewałam łzy bezsilności albo ściskałam ze złości pięści. Zalety tego wyjazdu wzięły jednak górę nad wadami. Po prostu, moim zdaniem, na te egipskie paradoksy, które niekiedy trafnie opisuje Kalwas, trzeba spojrzeć czasem z odrobiną dystansu i zrozumienia.
Polecam natomiast książkę wszystkim tym, którym podoba się, ten bardzo modny w Polsce od czasu Ryszarda Kapuścińskiego, styl reportażu wojennego – mocne słowa, krótkie zdania, dużo sensacji, dużo krwi, nawet tam, gdzie jej nie ma. Ten styl jest świetny, ale chyba niekiedy mocno nadużywany, bo posługują się nim nawet ci reporterzy, którzy opisują sielankowe wręcz sceny. Jeśli reporter pisze o kraju, który, jak twierdzi, kocha, a jednocześnie dostrzega i analizuje jego wady – to przyznaję, że sposób w jaki np. Ziemowit Szczerek pisze o Ukrainie, znacznie bardziej mi się podoba.
„Krytykuj z miłości” – zakończył Kalwas.
Krytykuj z miłością – moje credo. Wówczas krytyka jest bardziej wiarygodna.
Ewa Zarychta

Drodzy Czytelnicy

Wciąż jeszcze piszecie do nas, że nie przyjmujecie do wiadomości faktu, że przestałyśmy pisać tego bloga i prosicie, żeby pisać cokolwiek i chociaż raz na jakiś czas. Nie ma co panikować:-) przecież podałyśmy informację, że będziemy kontynuować blogowanie w naTemat.pl
Co prawda tam obowiązuje inna formuła pisania, bo pisze się rzadziej, za to dłuższe teksty, ale staramy się tam publikować równie ciekawe teksty, co w Onecie, a może nawet ciekawsze:-) Poza tym, pisanie do naTemat.pl jest dla nas bardziej nobilitujące, ponieważ blogerem zostaje się tam na zaproszenie redakcji portalu, jesteśmy więc w zacnym, aczkolwiek niewielkim gronie znanych publicystów. Jest to dla nas wyróżnienie, duże wyzwanie i szczerze mówiąc, współpraca z naTemat.pl znacznie bardziej nam się podoba niż współpraca z Onetem, gdzie pisać każdy może (trochę lepiej lub trochę gorzej), byleby tylko było dużo „wejść” na bloga i Onet mógłby zamieszczać tam reklamy, które są dochodowe dla portalu, nie dla blogera:-(

I jeszcze jeden aspekt…. Zakończyłyśmy pisanie bloga na Onecie również jako akt naszego protestu wobec tego portalu. Po pierwsze, Onet nie wywiązał się z patronatu medialnego nad naszą książką „Księżyc zza nikabu”, po drugie, nie zezwolił na przeprowadzenie z nami wywiadu przez red. Annę Garaj, której wywiad z Moniką Abdelaziz zrobiony w ubiegłym roku, pobił rekordy oglądalności

http://kobieta.onet.pl/polka-ktora-zostala-muzulmanka/96zzs?fb_action_ids=10203754997703555&fb_action_types=og.shares

De facto, Anna Garaj, świetna dziennikarka, została w ogóle zwolniona z pracy w Onecie (mamy nadzieję, że znajdzie lepszą), a my przestałyśmy mieć ochotę na jakąkolwiek współpracę z tym portalem, którego działania trudno nam zrozumieć.
Zachęcamy zatem do czytania:
monikaabdelaziz.natemat.pl
ewazarychta.natemat.pl oraz do zaglądania na nasz fanpage na FB www.facebook.com/ksiezyzzzanikabu

Tam też będą publikowane informacje o naszych nowych książkach.

Jeszcze raz pozdrawiamy Was wszystkich bardzo serdecznie:-)

Monika Abdelaziz i Ewa Zarychta

Wiersz dla brata

Ten wiersz napisała Monika swojemu dużo młodszemu bratu, kiedy przyjechała pierwszy raz do Polski na urlop z Egiptu.

Zapach ołowków….
Zimą,lub w środku lata…
Oto jest pokój mojego brata.
Cudowne cieplidełko tam na nas czeka
I kubek ciepłego mleka.
Gdy za oknem zimnidło doskwiera,
W środku smerfności atmosfera.
Telewizor na szafie wysoko stojący,
aby ktoś nie potrącił niechcący,
wspaniałe nam wyświetla programy,
gdy nic do roboty nie mamy.
Miękisz-chłopak nie do zdarcia,
od lat w smutku udziela wsparcia.
Kto raz był w pokoju Antosia,
Temu tez w pamięc zapadła Zosia.
Zegar w nocy tak głośno tyka,
Że watę do uszu wpychać musi Ika.
Lecz kiedy do Polski ponownie przybędzie,
Bez wizyty tam się nie obędzie:)

Miękisz i Zosia to pluszowe przytulanki Antosia (mój dopisek)

Ewa Z.

„Za drzwiami pałacu”, czyli prawdziwa natura saudyjskich bogaczy

Polecam tę książkę wszystkim tym, których interesuje kultura arabska, a zwłaszcza losy kobiet w tej kulturze.

„ Za drzwiami pałacu „ – czyli prawdziwa natura saudyjskich bogaczy.
Tysiące wieszaków z ubraniami światowej sławy marek, klejnoty, najdroższe kosmetyki i największy przepych , jaki można sobie wyobrazić. Zastępy służby, gotowej spełnić każdy kaprys swojego pracodawcy. Stojące na baczność asystentki, dbające o każdy szczegół w życiu swojej księżniczki. I lekarz psychiatra… Psychiatra, który leczy królewską duszę, cierpiącą z samotności pośród wszystkich tych bogactw i pozornej obfitości. Cierpienie przybiera rozmaite formy, od bezgranicznego przywiązania i wyrazów wdzięcznej miłości do swojej kamerdynerki i powierniczki, aż po okrucieństwo, sięgające zenitu. Wylewanie na głowę wiadra wody z lodem, bicie, wyzwiska i poniżanie – to tylko niektóre z form prześladowania personelu, stosowane przez właścicielkę pałacu. Taka jest księżniczka – główna postać w książce Cay Garcii „ Za drzwiami pałacu”. Książka pozwala nam poznać prawdziwe życie arabskiej arystokratki, ukazane z najbliższego z możliwych punktu widzenia – oczami jej kamerdynerki. Dowiadujemy się również jakie są saudyjskie kobiety z wyższych sfer, jakie mają priorytety, wymagania i życiowe cele.
Zakazy, nakazy, absurdalne przepisy i zachowania ludzi – to wszystko jest codziennością w Arabii Saudyjskiej. I z tym wszystkim musiała zmierzyć się autorka podczas tych kilku miesięcy swojej pracy w arystokratycznym pałacu.
Jako kobieta, Cay Garcia nie miała w Arabii Saudyjskiej żadnych praw, a jej paszport został zarekwirowany już na lotnisku podczas przylotu. Musiała nosić na ulicy czarną abaję, do której nie była przyzwyczajona i o którą regularnie się potykała. Musiała zadowolić się potajemnymi schadzkami z ukochanym w jego mieszkaniu, ryzykując karę więzienia oraz batów.
O tym wszystkim możemy przeczytać na kartach książki, zatapiając się w saudyjską rzeczywistość i jej brutalne aspekty. Książka daje nam wiele do myślenia. Zastanawiamy się, jacy naprawdę są Saudyjczycy? Czy poza swoim krajem są równie konserwatywni i nieprzejednani? Nic bardziej mylnego. Sama miałam okazję przekonać się o ich podwójnej naturze, mieszkając w Egipcie. Podczas pracy w hotelu obsługiwałam wielu saudyjskich gości, którzy poza granicami Królestwa zdejmowali swoje maski. Wciąż zastanawiam się, dlaczego tak jest, czy życie w muzułmańskim kraju, szczególnie dla kobiet, jest aż tak uciążliwe? I co powoduje, że po wydostaniu się z ich złotej klatki zachowują się tak, jakby chcieli nadrobić wszystkie dni spędzone w swoim kraju.
To, co widziałam podczas wizyt saudyjskich gości, nie jest charakterystyczne dla muzułmanów z innych krajów. Może dlatego, że Emiraty Arabskie czy choćby sam Egipt nie stwarzają aż tak wielu ograniczeń swoim obywatelom, a przede wszystkim obywatelkom. Egipcjanki nie muszą nosić czarnych abaji – mogą ubierać się jak chcą. Mogą być modne nawet szczelnie zasłonięte, noszą europejskie stroje, a chusta na głowie staje się modnym, nieraz bardzo fantazyjnie upiętym dodatkiem. Saudyjki natomiast, skazane na wieczną czerń, zaraz po przekroczeniu granicy swojego państwa zrzucają nie tylko wierzchnie okrycia, ale często również inne, zakrywające zbyt dużo ciała, elementy garderoby. To normalne, że do recepcji hotelowej podchodzi spowita w czerń od stóp do głów anonimowa postać. I normalne jest to, że po godzinie wychodzi na teren hotelu w zwiewnej, krótkiej sukience, bez chusty na głowie. Skąd wiem, że to ta dzieci – ci mężczyźni i synowie, będąc w swoim kraju nie muszą się aż tak szczelnie zakrywać. I oni, o dziwo, najczęściej nie mają nic przeciwko „rozbieraniu„ się swoich żon poza granicami Arabii Saudyjskiej. Skąd wiem, że to ta sama osoba? Przecież zza nikabu nie mogłam dostrzec jej twarzy. Jednak rozpoznaję jej męża lub dzieci.
Jakie są saudyjskie kobiety? Czy rzeczywiście tak zniewolone i uległe? Czy może tylko muszą być takie na potrzeby spokojnego życia w Arabii, pełnej zakazów i nakazów? O tym również miałam okazję przekonać się na własne oczy podczas mojej pracy w hotelu. Czytając „Za drzwiami pałacu” wręcz widziałam główną bohaterkę – księżniczkę podczas jednego z jej ataków szału. A to dzięki scenie, która rozegrała się w jednym z hotelowych barów, kiedy to saudyjski gość nie chciał zapłacić za kawę. Uznał, że skoro zapłacił za hotel, kawa należy mu się za darmo, choć w wykupionej przez niego opcji była dodatkowo płatna. Reakcją mężczyzny na delikatne upomnienia barmana było natychmiastowe rzucenie się na niego z pięściami, a potok wyzwisk i przekleństw zdawał się nie mieć końca. Nasz hotelowy barman był silniejszy, obezwładnił napastnika, przytrzymując go sobie pod pachą. Wtedy do akcji wkroczyła jego żona, gotowa bronić męża, choćby sama miała w tej walce nawet polec. Kobieta okazała się tak agresywna i waleczna, że kilkunastu innych pracowników naszego obiektu nie było w stanie jej uspokoić. Ponieważ nie wolno im było jej dotknąć, schwytano jej męża, a barmana zamknięto w pobliskim biurze, aby zapewnić mu bezpieczeństwo. Saudyjka jednak nie dawała za wygraną, próbowała wyważyć drzwi, wykrzykując inwektywy i grożąc śmiercią ukrytemu w środku chłopakowi. Jak żyję, nie widziałam ani nie słyszałam takiej awantury. Scena ta wróciła do mnie jak żywa podczas lektury ”Za drzwiami pałacu” i ujrzałam księżniczkę bijącą swoje służące i wymyślająca dla nich okrutne kary.
Życie muzułmanek, z pozoru spokojne i oparte na uległości, jest pełne napięcia i wybuchów emocji. Nierzadko opresje stosowane wobec nich wyładowywane są na najbliższych im kobietach, a złośliwości i uprzykrzanie życia, czy wręcz okrucieństwo, stanowią arabską codzienność. Tak bywa w Egipcie i w innych krajach arabskich. Choć oczywiście są wyjątki, o czym również miałam okazję przekonać się dzięki życiu w mojej drugiej ojczyźnie, jaką jest kraj faraonów.

Monika Abdelaziz

Bad news & good news

Drodzy Czytelnicy,

Większość z Was zapewne zmartwi ta wiadomość, dlatego czujemy się zobowiązane złożyć tu na blogu wszelkie wyjaśnienia dotyczące tej kwestii. Otóż zdecydowałyśmy zakończyć pisanie tego bloga, z powodów, które są niezwykle dla nas istotne: po pierwsze – skończył nam się temat, który na bieżąco tu opisywałyśmy, po drugie – z powodu dużych zmian w planach życiowych, nie będziemy dysponować czasem, który do tej pory poświęcałyśmy na regularne robienie wpisów na tym blogu.

Zakończył się, przynajmniej na dłuższy czas, egipski etap naszego życia. Firma prowadzona przez nas w Egipcie jest już zamknięta, działalność zakończona, turystyka egipska w fatalnej kondycji i nie rokującej dobrze na długi czas. Mama – współautorka naszego bloga i książki – już od kilku miesięcy przeniosła swoje sprawy egipskie do Europy, będzie spędzać sporo czasu w swojej ukochanej Andaluzji w Hiszpanii i będzie zajmować się sprawami swojej i mojej kariery publicystycznej. Mamy w planach wydanie trzech kolejnych książek: jeszcze w tym roku mojej książki o traumatycznych losach kilku kobiet (opartej na faktach), książki mojej mamy ze zbiorem reportaży z podróży do różnych krajów świata – te dwie książki już mamy gotowe, oraz przygotowaniem do wydania naszej drugiej wspólnej książki o Egipcie, którą chciałybyśmy wydać w przyszłym roku. Mama planuje, jeśli sytuacja polityczna i społeczna na to pozwoli, wyjeżdżać do Egiptu, aby pokazywać prawdziwym pasjonatom turystyki miejsca, które ją w Egipcie oczarowały, m.in. oazy na Pustyni Zachodniej oraz Nubię w Południowym Egipcie. Będzie pilotem grup do Afryki Północnej organizowanych przez specjalistyczne polskie biuro podróży MK Adventure (www.mkaventure.pl), które to biuro gorąco Państwu polecamy.

Ja, po kilkumiesięcznych nieudanych próbach znalezienia dobrej pracy w Kairze, postanowiłam przenieść się na stałe do Niemiec. Oczywiście mój mąż Ayman i synek Mahmoud przenoszą się ze mną. Mahmoud będzie musiał zacząć uczyć się już czwartego języka. Sądzę, że da radę, bo dziecko jest bystre i chłonne wiedzy, i w europejskich warunkach rozwinie skrzydła:-) Mąż, ze swoimi kwalifikacjami, też nie powinien mieć problemów ze znalezieniem dobrej pracy w Berlinie. Tam właśnie zamierzamy się osiedlić. A ja, ze swoim wykształceniem, bogatym zawodowym doświadczeniem oraz znajomością kilku języków obcych, w tym arabskiego i z certyfikatem zaawansowanej znajomości języka niemieckiego (Zertifikat Mittelstufe), będę mogła podobno przebierać w najlepszych ofertach pracy, a nawet grymasić jak księżniczka:-) Mam też ogromną nadzieję, że nowa praca, którą zamierzam podjąć w Berlinie, dostarczy mi fascynujących tematów do napisania kolejnej książki.

Teraz ta najlepsza wiadomość: ponieważ jesteśmy już w Polsce – ja po drodze do Niemiec, będziemy miały okazję spotkać się z Państwem obydwie osobiście, podczas naszego spotkania autorskiego, które odbędzie się dnia 6 maja w Warszawie o godz. 18.00 w księgarni Matras przy Al. Solidarności 113. Serdecznie zapraszamy na to spotkanie, będziemy podpisywać na nim naszą książkę „Księżyc zza nikabu” (książkę będzie można też kupić tam na miejscu w Matrasie) i będziemy mogły odpowiadać na pytania Czytelników, zarówno te zadane publicznie, jak i „w cztery oczy”.

Każda z nas będzie kontynuować pisanie felietonów w portalu naTemat.pl:
monikaabdelaziz.natemat.pl
ewazarychta.natemat.pl

oraz liczymy na kontakt z Państwem na naszym funpagu www.facebook.com/ksiezyczzanikabu
Tam będziemy zamieszczać informacje o naszych publikacjach, spotkaniach autorskich i dalszych losach zawodowych, związanych z pisaniem. Mamy nadzieję, że uda nam się utrzymać kontakt z większością naszych Czytelników, których sobie bardzo cenimy, bo to właśnie oni przyczynili się do niewątpliwego sukcesu tego bloga, o czym świadczą statystyki wizyt na blogu.

Monika

Do zobaczenia 06 maja w Warszawie. Pozdrawiamy serdecznie,
Monika Abdelaziz i Ewa Zarychta

Nike Farida „Żona”

Ponieważ byłam na spotkaniu autorskim w warszawskim Empiku, na promocji książki Nike Faridy „Żona”, chciałabym polecić tę książkę również Czytelnikom naszego bloga, tym, których interesuje tematyka arabska.

Nike Farida w powieści „Żona” świetnie nakreśliła portrety psychologiczne bohaterów – ich mentalność, motywy działania, postępowanie bohaterów wynikające nie tylko z tradycji, realiów obyczajowych i wychowania, ale także to wynikające ze zmieniających się życiowych okoliczności, w których się oni znaleźli.

Cechy charakterów muzułmanów (te dobre i te złe) opisanych przez Nike Farida, to opis oparty na wieloletnim doświadczeniu obcowania z ludźmi z tego właśnie kręgu kulturowego, znajomości ich kultury i głębokiego wglądu w nią z pozycji bycia wśród nich. Trafne formułowanie ocen, wychwycenie tego wszystkiego, co jest w tej kulturze niezrozumiałe dla nas i często niesprawiedliwie oceniane, ale również tego, co jest w niej piękne i wartościowe. Ciekawe opisy relacji międzyludzkich na styku różnych kultur i religii.

Poza samą fabułą książki, podobało mi się również „osadzenie” akcji w politycznych realiach epoki Kaddafiego na Bliskim Wschodzie i informacje związane z ówczesnym libijskim życiem politycznym i społecznym. Niewiele wiedziałam na ten temat wcześniej i chętnie o tym przeczytałam.

WP_20160331_002[2]