Czego uczy egipska szkoła…

Ostatnio poznałam w Egipcie rodzinę z Iraku. Są to zamożni ludzie mieszkający w Bagdadzie, którzy przylecieli na wczasy do Sharm el Sheikh. Właściwie moja znajomość z tą rodziną zaczęła się od rozmowy z najmłodszym jej członkiem, 11-letnim chłopcem. Rozmawiałam z nim przez kilka minut na tematy ogólne – jak przebiegała podróż, czy w Iraku jest tak samo gorąco jak w Egipcie, itp. Najpierw oczarowały mnie maniery chłopca, jego ogromna uprzejmość i szacunek wobec dorosłych, które zdecydowanie różniły się od typowego zachowania jego egipskich rówieśników. Po kilku minutach rozmowy uświadomiłam sobie, że mały Arabek:-)  posługuje się piękną klasyczną angielszczyzną. Ani razu dotychczas nie spotkałam Egipcjanina, który tak pięknie mówiłby po angielsku. Zaciekawiło mnie, gdzie się tak nauczył. Zapytałam, czy uczęszcza do angielskiej szkoły w Bagdadzie, bo tak przypuszczałam.

- Nie – odpowiada. – Chodzę do zwyczajnej irackiej szkoły, która uchodzi za jedną z lepszych w stolicy.

Byłam zdumiona poziomem nauczania w tej zwyczajnej szkole, przynajmniej w zakresie nauczania języków obcych. Jednak szybko dowiedziałam się, że tak samo wygląda nauka innych przedmiotów. I tak samo jest w prawie wszystkich szkołach w Iraku. Bardzo dobrzy nauczyciele i wiele godzin intensywnej pracy nawet z najmłodszymi dziećmi. Wiele godzin każdego dnia. Przypomniałam sobie Mahmouda, pół-Irakijczyka, naszego pracownika (już byłego), który też pięknie mówił po angielsku i twierdził, że uczył się wyłącznie w szkole, kiedy jeszcze mieszkał w Iraku.

Dlaczego poziom edukacji w Egipcie tak drastycznie odbiega od tego, jaki jest np. w nieodległym Iraku? Jest wiele powodów. System szkolnictwa podstawowego i średniego wymaga totalnej i głębokiej reformy, bo nic w nim nie funkcjonuje jak należy. Szkoły i poszczególne w nich klasy są przepełnione dziećmi i młodzieżą. Słyszałam tu od wielu młodych ludzi, że w klasach bywa nawet do pięćdziesięciu osób! Co można zrobić na lekcji z taką gromadą dzieci? Nic. Nauczyciel nie może ich w żaden sposób przekrzyczeć, więc po co ma sobie zdzierać głos, skoro i tak nie przyniesie to żadnego efektu. Egipskie dzieciaki są wyjątkowo głośne i ruchliwe i bardzo trudno jest zapanować nawet nad kilkuosobową ich grupą.

Kolejnym problemem jest to, że nauczyciel (w państwowej szkole) nie ma żadnej motywacji finansowej, żeby opłacało mu się przemęczać. przez pierwsze dziesięć lat pracy może zarobić maksymalnie 500 funtów egipskich (ok. 230 zł miesięcznie), potem niewiele więcej, więc lepiej prowadzić lekcje w taki sposób, żeby jak najwięcej dzieci musiało korzystać z prywatnych korepetycji, które są w Egipcie powszechne wśród uczniów. Bo szkoła nie uczy niczego. Do tego dochodzi jeszcze problem stanu technicznego szkół, ich wyposażenia w laboratoria do przedmiotów ścisłych i pomoce naukowe do wszystkich innych przedmiotów. Nauczyciel, choćby nawet chciał, nie ma jak prowadzić doświadczeń z chemii czy fizyki, bo wszystko w laboratorium jest zepsute lub potłuczone, jeśli w ogóle szkoła ma jakiekolwiek laboratorium. Dobrze, że znajdzie się piłka do gry „w nogę” i dzieciaki mogą się czymś zająć chociaż na lekcjach w-f. Pogoda sprzyja, więc kopią, kiedy tylko się da.

Jedno, co pozytywne można powiedzieć o egipskich szkołach to to, że uczniowie muszą być ubrani w mundurki, często bardzo ładne, i noszenia tych mundurków zazwyczaj się przestrzega.

Są oczywiście w Egipcie szkoły prywatne każdego szczebla. Tam klasy są małe, maksymalnie kilkunastoosobowe, wykwalifikowani i bardzo dobrzy nauczyciele, którzy zapewniają dzieciom rzeczywiście solidną edukację. Ale na takie szkoły stać niewielu rodziców, ponieważ czesne za jedno dziecko stanowić może nawet 50% pensji ojca, który pracuje na całkiem niezłej posadzie.

Generał Sisi, obecny prezydent Egiptu, w swojej kampanii wyborczej wymieniał reformę szkolnictwa jako jeden z najbardziej palących problemów do rozwiązania. Ale tych problemów jest mnóstwo, choćby stabilizacja polityczna kraju, są one ważniesze i jeszcze bardziej niezbędne do opanowania, więc to, co może poczekać – czeka. Na swój czas i na swój budżet. W kolejce, którą rządzi hierarchia ważności.

 

18 Komentarze

  1. Tak apropos żywiołowości egipskich dzieci.Ostatnio w opiniach egipskich hoteli jest wiele krytycznych uwag odnośnie zachowania przy stole tubylców.Faktycznie kiedy jeździliśmy do Egiptu 10 lat temu w osrodkach byli sami hmm..biali turyści.I Rosjanie tez potrafią np zastawic stół po brzegi, popstrykac foty i wyjść.A i Polacy też czasem powoduja swoim zachowaniem,że strach się przyznać.Teraz wypoczywa tez wiele rodzin z Egiptu i ich zachowanie szczególnie podczas posiłków bulwersuje.Syf(okropny!!!) na stołach i pod nimi, marnowanie jedzenia, krzyki i hałasy na sali. I nie są to wyjątki, ale reguła.Jak wytłumaczyć taki brak poszanowania do jedzenia i oczywisty brak dobrych manier?

    • Faktycznie jest tak, jak Pani pisze. Egipcjanie tak się właśnie zachowują w hotelowych restauracjach. Podchodzą też prosto do bufetów nie zważając na to, że inni kulturalnie czekają w kolejce, aż osoby przed nimi nałożą sobie na talerze to, co chcą. Nie wiem, jak to wytłumaczyć… Brakiem obycia w restauracjach? Czy tym, że są u siebie i uważają, że tak właśnie mogą robić?

      • Brakiem wychowania nalezy to tlumaczyc, chociaz Pani tak unika tego slowa. Nie chodzi o to, ze sa u siebie. Za granica tez nie potrafia sie zachowac.

        • Do JA – Pani Monika opisywała wcześniej (chyba przy okazji swojego pobytu w Polsce) różnice w wychowaniu dzieci w Polsce i Egipcie. To,że egipskie dzieci nie potrafią zachować się przy stole pewnie nie wynika z braku kultury albo wychowania tylko z inności kultury i wychowania dzieci. Dla nas będzie to brak kultury, dla Egipcjan zapewne norma. I tak długo jak są u siebie nie nam ich krytykować i się wtrącać.

          • Komentarz autorki dotyczyl doroslych osob, a moj doroslych osob za granica. Komentarz Pani jest troche nie na temat.

    • Do ‚ Ja’ – przepraszam, a Polacy to tacy wychowani, wszędzie potrafią się zachować? Bo wyjeżdzając na wakacje, w tym kilka razy do Egiptu – w hotelowej restauracji pełno było ‚ wychowanych’ Polaków, spieczonej na raka blond mamusi z córusią i tatusia z brzuszkiem, w klapkach szortach i rozpiętej koszuli, bekającego po kolejnym piwie. Co trzecie słowo to soczyste polskie przekleństwo. Widywałam równeż wiele razy polskie rodziny z małymi, rozwrzeszczanymi dziećmi, które rozrzucały wszędzie frytki z keczupem i zachwyconych tym rodziców. Proszę mi wierzyć, Rosjanie i Anglicy również się tak zachowują. Zanim przypiszemy takie zachowania muzłumanom, pomyślmy o naszej ‚polskiej arystokracji ‚ , która na każdym kroku wyrabia o Polsce taką opinię, że chce się płakać a nie wyjeżdzać.

      • Nie pisalam o muzulmanach, tylko Egipcjanach. Oczywiscie, ze sa niewychowani Polacy. Pani nie jest jednak w stanie zwyklego stwierdzenia przyjac do wiadomosci, a ja nie mam z tym problemow…

        • do Ja – Nie ma znaczenia, czy pisze Pani o Egipcjanach czy o Muzłumanach ogólnie, bo niestety wciąż Pani generalizuje i nie rozumie niczego ze słów autorek. Oczywiście, że dużo rodzin egipskich zachowuje się mało kulturalnie podczas posiłków w restauracjach, tak jak dużo rodzin polskich, niemieckich, angielskich, rosyjskich…nie można wszystkich wrzucać do tego samego worka. Widziała Pani kiedyś hałaśliwy wieczór tradycyjnej hiszpańskiej rodziny? Przypuszczam, że nie i może lepiej, im też zarzucała by Pani brak wychowania.Brak wychowania to Pani subektywna opinia, ‚ dobre wychowanie’ dla każdego oznacza co innego. Nie pomyślała Pani że jest to odmienna kultura i stąd mogą wynikać pewne różnice ? Jeśli nie jest Pani tego w stanie pojąć, polecam wakacje w Kołobrzegu, wśród naszych ‚ czystych i cichych’ rodaków.

          • Tak sie smiesznie sklada, ze widzialam, bo mieszkalam z rdzennymi Hiszpanami w Hiszpanii. Mieszkalam rowniez w kraju muzulmanskim. Odmienna kultura, a brak poszanowania innych to dwie rozne rzeczy.

  2. To proste: Bagdad to starodawna kultura, a Egipt nie. Chodzi oczywiscie o mieszkancow, a nie to, co w muzeach. Takie rzeczy sie czkawka odbijaja wieki po.

  3. Jeśli chodzi o te szkoły w Bagdadzie, to coś w tym jest – mieszkam w Kanadzie, mam koleżankę pochodzącą z Bagdadu, w Kanadzie od 1,5 roku… myslałam, że jest tu co najmniej z 5 lat… angielski ma rewelacyjny. Pytałam ją, jak się uczyła – a ona, że właśnie w szkole w swoim kraju. Mówi płynnie, z minimalnym akcentem.

  4. Wiele jeszcze do naprawienia – to fakt… oj dużo… Przede wszystkim to nauczenie większej świadomości ludzi… Świadomości życia inaczej – wiele w nich cierpienia i żalu. Każdy z Nas nosi w sobie pewnego rodzaju obawę nad którą warto popracować – pokazać, że można inaczej, że da się żyć inaczej- lepiej… Podstaw do życia należy zaczynać od domu rodzinnego – tego co brakuje w szkołach warto uzupełniać w domu – samemu dokształcając się… Przede wszystkim należy nauczyć miłości i wartości życia, jak i poszanowania do drugiego istnienia… Wiele jeszcze przed Nami ale głowa do góry – jesteśmy co raz bardziej świadomi…chcemy żyć i być…

  5. Piszesz, żę podobają Ci się mundurki w szkołach. Jak Giertych je wprowadzał jako minister edukacji to pewnie jak większość społeczeństwa byłaś przeciwko? Nauczyciel mało opłacany. W PL jest tak samo a jednak poziom nauki jest wysoki.

    • Mundurki zawsze mi się w szkołach podobały i chętnie stroiłam w nie swoje dzieci. Przepracowałam też wiele lat jako nauczycielka w Polsce, choć co prawda w szkole wyższej:-) Mam nadzieję, że przyczyniłam się do dobrego poziomu poziomu nauczania w polskich szkołach:-)
      Pozdrawiam,
      Ewa

  6. mundurki… zmora ucznia i głównie matki, która musi o to odzienie zadbać…. a bywa różnie… a to pociecha ubrudzi odzienie, a to rozerwie, a to pogniecie, bo akurat wcisnęła odzienie do tornistra między książki i kanapki…:) wieczorem, albo dopiero rano okazuje się że dziecko nie ma się w co ubrać… ale można… oczywiście można wyliczać za i przeciw pomysłowi mundurków… i tarcz na rękawach… osobiście jestem przeciw mundurkom w szkołach publicznych, w szkołach prywatnych jeśli chcą być specjalnie wyróżnieni, naznaczeni to w granicach przyzwoitości, czemu nie… rodzic ma wybór…. może wybrać mundurek, internat lub modlitwę na rozpoczęcie dnia…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.