Europejscy rezydenci w Sharm el Sheikh c.d.

Znajoma Włoszka Bożeny Sofia mieszka na dość dużym osiedlu Gold Sharm, położonym między Naama Bay a Hadabą. Ta właśnie Sofia ma wiele wspólnego ze swoją rodaczką Sofią Loren. Jest równie stara i wciąż równie piękna jak słynna włoska gwiazda filmowa. W młodości była modelką, a później, w miarę upływu lat, pięła się po szczeblach kariery w ekskluzywnym domu towarowym w Mediolanie, w którym w końcu została dyrektorem. Po drodze wychowała dwoje dzieci i rozwiodła się z ich ojcem. Odłożyła też trochę pieniędzy, za które po przejściu na emeryturę kupiła mieszkanie w Egipcie, właśnie na Gold Sharmie. Z relacji Bożeny wynika, że Sofia miała kiedyś, na początku pobytu tu, jakiegoś sporo młodszego egipskiego „przydupasa”, ale ponieważ nie zdołał wydębić od niej żadnych pieniędzy, zmył się równie szybko, jak się pojawił.

Sofia zaprzyjaźniła się z kilkoma innymi Włoszkami, mieszkającymi na tym samym osiedlu i prowadziła dość intensywne życie towarzyskie we włoskim gronie, w wolnych chwilach pielęgnując maleńki ogródeczek pod swoimi oknami i opiekując się całą sforą bezpańskich psów i kotów, które dokarmiała, leczyła, a w końcu niektóre z nich przygarnęła do siebie do domu. Stopniowo do tego grona przyłączyła się egipska rodzina sąsiadów Sofii, małżeństwo z dwójką dzieci. Głowa rodziny Ragab jest szefem kuchni w bardzo dobrym dużym hotelu, więc zaczął przynosić Sofii całe torby kości dla psów, żeby mogła z nich gotować zupę dla swoich podopiecznych. Swoją drogą, Sofia nie mogła się nadziwić, jak rozrzutnie egipscy kucharze gospodarują produktami żywnościowymi, bo na kościach pozostawiali wciąż bardzo dużo dobrego miesa, które mozna było przecież wykroić i z powodzeniem przetworzyć dla gości. Ale za to psy osiedlowe miały regularne uczty. Czasami kości przynosił Ragab osobiście, a czasami z psim zaopatrzeniem wpadały jego dzieci i wtedy ich wizyta się nieco wydłużała.

- O! Jak tu u pani ładnie! Możemy troszkę posiedzieć?

- Oczywiście! Napijecie się soku?

- Chętnie. A możemy też pooglądać telewizję, bo zaraz będzie nasz ulubiony serial?

I tak, krok po kroczku, dzieci sąsiadów zadomowiły się u Sofii, podobnie jak małe psiaki. Chętnie zjadły obiad lub podwieczorek, oglądały telewizję i odrabiały lekcje. Z czasem zaczęły przynosić swoje ubranka do uprasowania lub przeprania, bo potrzebne były na następny dzień, a mama w pracy i nie ma czasu. Rzeczywiście Shimaa, żona Ragaba, pracowała jako menadżerka w nowo otwartej w Sharm el Sheikh nowoczesnej galerii handlowej i nie miała zbyt wiele czasu na zajmowanie się domem i dziećmi: dziewięcioletnim synem i sześcioletnią córeczką. Chłopczyk jest ślicznym dzieckiem, choć psotnym, jak wszyscy egipscy chłopcy. Dziewczynka, chuda i strasznie koścista, z niezbyt ładna buzią, jest za to słodką i szalenie sympatyczną „przylepą”.

Shimaa, przyszedłszy kiedyś do Sofii po dzieci, opowiedziała jej historię swojego życia. Jest drugą żoną Ragaba. Ożenił się z nią po tym jak owdowiała i została sama z synem. Pierwsza żona Ragaba mieszka z dwójką ich dzieci w Kairze i wyraziła zgodę na drugi ożenek swojego męża. Ragab sprawiedliwie dzieli swój czas i dochód na obie rodziny, choć z Shimą żyje mu się dostatniej, ponieważ ona też dobrze zarabia. W przeciwieństwie do pierwszej żony, ta druga jest bardzo kreatywna, pracowita i przedsiębiorcza. Dlatego w dość krótkim czasie udało im się kupić działkę w beduińsko-willowej dzielnicy Al Rewaisat i wybudować tam dom.

Wiadomość o ich przeprowadzce Sofia przyjęła z ogromną ulgą. Jej życie prywatne było już tak zawłaszczone przez rodzinę Ragaba, że zupełnie nie miała czasu dla siebie, swoich psów i kotów oraz włoskich koleżanek.

c.d.n.

11 Komentarze

  1. Może się powtarzam…ale blog jest świetny i świetnie się go czyta.Historie z życia wzięte , prawdziwe i opisane z wielką starannością, jak dobra książka.Tylko pogratulować Paniom za to że opisują Panie życie w tak dalekim wschodnim kraju, nie tylko tym osobom które tam przyjeżdżają, ale przede wszystkim tym wszystkim którzy nigdy tam nie byli i nie będą.
    Gratuluję, zaglądam tutaj codziennie z nadzieją że będzie następny wpis.
    Pozdrawiam!!!

    • Pani Marysiu (?)
      To nic, że Pani się powtarza. Takie komentarze dodają nam pisarskich skrzydeł i sprawiają, że mamy poczucie misji do spełnienia i nie możemy zawieść naszych Czytelników, pomimo, że nie zawsze jest czas albo nastrój na zrobienie wpisu. Pisanie bloga jest bardzo wymagające i wymaga dużej systematyczności, bo wpisy muszą być robione regularnie. Jak wiemy, że Czytelnicy czekają na kolejny wpis, to musimy się zmobilizować, żeby nie wiem, co się działo. Najważniejsze, że tematów nie brakuje:-)
      Pozdrawiamy serdecznie,

      Autorki

      • Czytałam kiedyś bloga w którym autorka opisywała swoje życie,był interesujący.Do pewnego czasu wpisy były w miarę systematyczne, ale potem autorka zaprzestała wpisów nie kończąc swojej historii,chociaż obiecywała że będzie ciąg dalszy.Minął już rok.Cóż czytelnicy nie poznali dalszej historii, a szkoda.
        Dostarczacie nam Panie bardzo miłych wrażeń opisując życie w Egipcie…bardzo lubie czytać takie historie z życia wzięte tym bardziej że pochodzą jak dla mnie z egzotycznego kraju..Pozdrawiam serdecznie :)

        • Pani Mario,
          Proszę nie mieć pretensji do autorki tamtego bloga, że zaprzestała pisać. Blog to nie książka, która musi mieć zakończenie, a pisanie profesjonalnego i ciekawego bloga jest bardzo absorbującym i pracochłonnym zajęciem. Może nawet bardziej niż pisanie książki, bo wymaga ogromnej dyscypliny, bez względu na to, czy ma się w danej chwili wenę twórczą:-) czy nie. Pisarz zajmuje się zwykle tylko pisaniem zawodowo, a blogger musi ogarniać jeszcze inne sprawy życiowe, a pisanie bloga najczęściej jest traktowane jak hobby.
          Pozdrawiamy serdecznie

          • Pani Moniko, ja nie mam pretensji do tamtej osoby, ale jesli juz dalej nie chciała pisac to przynajmniej winna jest jakiegokolwiek zakończenia, aby nie pozostawić swoich czytelników w niesmaku.Rozumiem ,że pisanie bloga to jest hobby i nie zawsze ma sie na to czas.,ale skoro już się cos zaczyna to nalezy moim zdaniem jakos to zakończyć.Pozdrawiam.

      • Z dedykacją dla Autorek bloga :)

        Schodami do nieba…
        Marzenie mam jedno
        od wielu lat,
        by poznać ten piękny
        szeroki świat.
        Krople rosy na łące,
        tańczący w górach wiatr,
        i piach na pustyni
        cudowny jest mój świat.
        Tam na biegunie,
        Eskimos w igloo śpi,
        biało jest wszędzie,
        nie zimno mi.
        W Australii kangur,
        swe dziecko w torbie ma,
        ach jak cudownie,
        chciałabym tak i ja.
        Mur Chiński, terakotowa armia,
        przy grobie cesarza śpi,
        jak cicho wszędzie,
        och jak dobrze mi.
        Król chciał być nieśmiertelny,
        pozostał Nemrut Dag,
        nic nie znaczący pomnik.
        Wiadomo nie da się tak.
        Maria

        • Pani Mario, czy to Pani jest autorką tego wiersza? Jeśli tak, to czy zgadza się Pani, żeby wstawić go na bloga w formie wpisu, oczywiście informując Czytelników o tym, kto jest autorem? Bo nie każdy czyta komentarze i szkoda byłoby, żeby taki świetny wiersz trafił tylko do malej grupki Czytelników, którzy przeczytają go w komenarzach.
          Bardzo serdecznie dziękujemy za tę dedykację. To dla nas bardzo miłe i wzruszające.

  2. I co dalej !? I co dalej !!!! czekam na następny wpis ! Ja także codziennie zaglądam i sprawdzam czy już jest wpis :)

  3. Pani wpis przypomina mi trochę mój dom zawsze wydawało mi się, że jestem osobą dość konserwatywną, zamkniętą w sobie, traktującą swój dom niczym azyl niedostępny dla osób z zewnątrz. W tzw. międzyczasie podrosły mi dzieci i zamieniły mój azyl w dom otwarty, ucząc mnie systematycznie wyluzowania, stoickiego spokoju i otwartości na innych ludzi i tego co niespodziewane. Nie ma dnia, kiedy przez nasz dom nie przewinęłoby się kilkoro znajomych moich dzieciaków, nie mówiąc już o wąskim gronie przyjaciół, którzy są już domownikami. Zawsze przygotowuję obiad na większą ilość osób i rzadko zdarza się, że do naszego posiłku nie dołączą przypadkowi przechodnie. Wracając z pracy robię zakupy spożywcze, przewidując, że w lodówce niewiele został. I zaskakuje mnie myśl, że ten stan rzeczy wcale mi nie przeszkadza. Pozdrawiam serdecznie!

  4. Aby Święta Wielkiej Nocy
    były wzorem duchowego wzbogacenia i umocnienia
    dającego radość, pokój i nadzieję.
    Wszelkiej pomyślności z serca
    życzt Marysia z Rodziną

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.