System multiprowizyjny – jak się zarabia w Egipcie….

Nie biorąc pod uwagę bardzo bogatych Egipcjan, duża grupa osób w tym kraju żyje dostatnio, choć ich oficjalne zarobki są bardzo małe. Czasami wręcz trudno się zorientować, jaką pracę wykonują i co jest źródłem ich dochodu, bo nie widać, żeby prowadzili jakiś interes, czy pracowali gdzieś na etacie Olbrzymia rzesza tych niby biznesmenów to tzw. pośrednicy, którzy zarabiają na prowizjach dosłownie od wszystkiego. Niezależnie od tego, jakiej kwoty dotyczy transakcja i co jest jej przedmiotem, kilka osób wyciąga rękę po prowizję. Czasem odnosimy tu wrażenie, że gdyby zaspokoić oczekiwania wszystkich pośredników, osoba sprzedająca towar czy usługę, zostałaby zupełnie bez zapłaty za to, co sprzedała, albo jeszcze musiałaby dołożyć do transakcji z własnej kieszeni.

Oto fragment maila, który dostałam od Moniki kilka tygodni temu, podczas mojego pobytu w Polsce: „Ciężki biznes jest teraz naprawdę. Każdy to mówi. Bardzo trudno cokolwiek zarobić i już chyba nie będzie lepiej:-( Skończyło się. Rynek pomału gaśnie, bo za duża podaż wszystkiego. Za duże czynsze i prowizje. Za dużo i za szybko każdy chce się obłowić, to się teraz gówno wszyscy dorobią. Właśnie przez to.”

Dosadnie to określiła i dokładnie tak to wygląda. Rzeczywisty koszt produkcji czegokolwiek w Egipcie jest bardzo niski. Surowce są tanie, a siła robocza jeszcze tańsza. Mnóstwo rzeczy, nawet typowo egipskie pamiątki, jak piramidki, statuetki, czy pluszowe wielbłądziki, jest wytwarzanych w Chinach, też po skrajnie niskich kosztach. Skąd bierze się więc taka wysoka cena w sprzedaży detalicznej? Z kosztów wielokrotnego pośrednictwa, zanim towar trafi do rąk nabywcy. Wszędzie na świecie pośrednicy zarabiają, ale w Egipcie przybrało to już absurdalne rozmiary. Nie jest to w żaden sposób uregulowane i często rękę po prowizję wyciągają ci, którzy w zasadzie z transakcją nie mają nic wspólnego. Np. chcesz sprzedać samochód. Dajesz ogłoszenie i dzwoni ktoś zainteresowany zakupem. Umawiasz się na pokazanie auta potencjalnemu nabywcy i widzisz, że ten przyjeżdża na spotkanie w towarzystwie trzech, czy czterech innych mężczyzn. Zastanawiasz się, kim są ci mężczyźni. Szwagrami nabywcy, czy mechanikami, którzy będą szukali wad w samochodzie, aby zbić jego cenę? Nie są ani rodziną, ani mechanikami. Też widzieli to ogłoszenie i szukali wśród znajomych znajomych takiej osoby, która mogłaby być zainteresowana zakupem auta. Podpięli się pod tę wycieczkę w nadziei, że jak transakcja dojdzie do skutku, to każdy z nich dostanie prowizję.

Inny przykład…. Chcesz dla siebie wynająć mieszkanie na jakiś czas. Szukasz w ogłoszeniach, albo rozpytujesz wśród znajomych, czy nie słyszeli o jakimś godnym uwagi lokum do wynajęcia. W rezultacie idziesz oglądać mieszkanie w towarzystwie kilku osób, bo tak dla ciebie bezpieczniej. Nikt cię nie oszuka. W mieszkaniu na wynajem też czeka kilka osób. To strona reprezentująca wynajmującego. Czasem nawet nie ma wśród nich właściciela mieszkania. Bywa, że w małej kawalerce zbierze się dziesięciu mężczyzn i każdy wyciąga rękę po prowizję. Każdy z nich tłumaczy, że to właśnie on doprowadził do transakcji. Kłócą się między sobą sobą, często dochodzi do bijatyki.

Mój kolega Mohamed, pracujący jako przewodnik po zabytkach starożytnego Egiptu, mówi mi, że jego praca już dawno przestała być pracą przewodnika. Oprócz opowiadania turystom historii Egiptu i wyjaśniania detali architektonicznych i artystycznych starożytnych budowli, musi namawiać gości do kupowania dodatkowych atrakcji do programu zwiedzania oraz towarów w sklepach, do których turyści są „po drodze” podwożeni.

- Nienawidzę tego procederu – mówi Mohamed. – Nie nadaję się na sprzedawcę. Nie potrafię namawiać ludzi do kupowania czegoś, o czym wiem, że wartość tego towaru jest kilkakrotnie zawyżona. Ale nie mam wyjścia. Rozliczają mnie z tego, ile „extra” uda mi się zarobić. A najgorsze jest to, że turyści są przekonani, że to ja zgarniam całą prowizję. Owszem, zgarniam, ale nie dla siebie. Dla mnie są z tego „grosze”, a zdecydowana większość kwoty jest przekazywana do firmy, dla której wykonuję zlecenie i tam czeka na swoją „dolę” co najmniej kilka osób.

Prowizje w firmach są zwykle obliczane w skali miesiąca i często jest tak, że otrzymywana prowizja znacznie przewyższa pensję.

- Tak to wygląda – ciągnie dalej Mohamed. – Dla mnie jest to krępujące zajęcie. Czasami się buntuję i zamiast np. wizyty w warsztacie, gdzie produkują wyroby z alabastru, proponuję moim turystom (Mohamed pracuje głównie z Niemcami) jedno- czy dwugodzinny odpoczynek na nadrzecznej plaży, połączony z kąpielą w Nilu. Zwykle chętnie się zgadzają. Dzwonię wtedy do któregoś z okolicznych rolników i on przynosi nam w wielkim koszu świeże owoce i warzywa, które uprawia się na tutejszych plantacjach. Niektórych owoców, dopiero co zerwanych z drzew lub krzewów, np. pysznej guawy, można spróbować wyłącznie tu na miejscu. Nie eksportuje się ich do Europy, bo nie wytrzymałyby transportu. Turyści z apetytem degustują egipskie plony i zadają pytania dotyczące upraw. Kiedy pada pytanie, ile mają zapłacić za ten owocowo-warzywny „szwedzki stół”, odpowiadam im, że to prezent od farmera. Czemu by ich nie poczęstować czymś, co kosztuje tak niewiele? Zazwyczaj gościom trudno uwierzyć, żę dostali coś za darmo. Węszą w tym jakiś podstęp. Przyzwyczaili się już do tego, że wciąż się od nich wyciąga pieniądze, choć przed przyjazdem na urlop za wszystko już zapłacili. Ten system, który się teraz wytworzył jest zły. Do niczego dobrego nie doprowadzi w egipskiej turystyce, która i tak zmaga sę z wieloma innymi problemami. – Ach, gdybym tak miał szansę na piętnaście minut rozmowy z naszym ministrem turystyki – wzdycha Mohamed. – Powiedziałbym mu, jak to wszystko funkcjonuje w praktyce, bo on siedząc za biurkiem w Kairze, pewnie nic o tym nie wie.

- Albo wie i też dostaje od tego prowizję – żartuję.

 

 

7 Komentarze

  1. Hej.
    Swietny blog!Po przeczytaniu od dechy do dechy jednym tchem chce wiecej ! Czekam na kolejne wpisy . Obiecuje zagladac regularnie !
    Moim zdaniem mogło by byc wiecej zdjec pieknego Egiptu ale rozumiem ze zycie, praca , dom ,a to taka odskocznia i moze nie ma czasu czy nie chcecie sie dzilic tymi pieknymi widokami ktorych nam brakuje :) ??
    Najbardziej kocham wasze opisy przyrody zachodzacego slonca i wtedy zamykam oczy i probuje sobie to wyobrazic – czerwone slonce zachodzac odbija sie w tafli wody i to ciepło na mojej skorze … Czytajac wasze posty zachciałam zamieszkac razem z wami i wprosic sie tam chociaz na chwile nie patrzac na nic , nawet ubrac te ich „szaty” , umalowac rece henna , wyjsc pozno do kawiarni czy myc podloge z osiadajacego kurzu :D
    Poniewaz mam syna wpis o obrzezaniu poruszyl mnie ale przeciez kazdy ma prawo do wyboru i po dluzszym namysle pewnie bedac w takiej sytuacji postapila bym tak samo ale kto wie.
    Najbardziej interesuje mnie jednak jak ta cala historia sie zaczela , z kad pomysł na wyjazd i na biznes SPA akurat tam ? Pojechałyscie od razu z mama ? Czy sciagnelas ja pozniej?
    Moze to prywatne sprawy i nie chcecie sie nimi dzielic – rozumiem ale tak mnie zafascynowalyscie ze mam miliony pytan :D
    Pozdrawiam

    • Pani Olu,
      Dziękujemy za pełen komplementów i wsparcia komentarz. Postaramy się zamieszczać więcej zdjęć, bo rzeczywiście mamy mnóstwo zdjęć, tylko wstawienie ich do bloga wymaga pewnych czynności technicznych, jak zmniejszanie ilości KB i inne takie trudne rzeczy, w których żadna z nas nie jest dobra, więc ciągle w tej kwestii pozostajemy na łasce tych mądrzejszych od nas. Nawet mamy krótkie filmiki, ale to już zdecydowanie nas przerasta, wręcz wpadamy w panikę, jak tylko o tym pomyślimy:-) Co do osobistych szczegółów całej historii i wielu wątków w tematach, które poruszamy, to sprawa wygląda tak, że wielu naszych Czytelników domaga się od nas więcej informacji i nawet, jak napiszemy prywatnie na maila, to wtedy jest to początek całej rzeki pytań. O pewnych sprawach chyba na blogu trudno jest pisać, z różnych przyczyn. Mamy taki pomysł, podsunięty zresztą przez naszych Czytelników, żeby wydać książkę na podstawie tego bloga, a bloga i tak kontynuować, bo mamy jeszcze bardzo dużo do napisania i ciągle pojawiają się nowe tematy. Jeśli wydamy książkę, to wówczas będziemy organizować spotkania z naszymi Czytelnikami i na tych spotkaniach będziemy odpowiadać nawet na te najbardziej osobiste pytania. Obnażymy się emocjonalnie aż do bólu:-)
      Pozdrawiamy serdecznie

  2. Witam, czy mogłabyś się do mnie odezwać? Chętnie porozmawialabym z Tobą, mam kilka ważnych kwestii do poruszenia i oczywiście wiele pytań. Proszę o odzew. :)

  3. Witam Panie serdecznie!
    Byłam w Egipcie raz, rok temu w styczniu i …. strasznie przeszkadzalo mi to, ze dla wiekszosci jestem tylko portfelem! Źle sie czułam będac nachalnie nagabywana, miałam nieustanne wrażenie, że wszyscy chcą mnie ” wydoić” -może nieładne określenie ale najtrafniej oddaje to co czułam. Wszystkie kwestie związane z finansami wydają sie być BARDZO względne. To było bardzo męczące.
    Ale robiliśmy sobie z rodziną wypady poza all inclusive :-), tak daleko jak moglismy dotrzeć z wózkiem i naszymi córkami, spotkaliśmy ludzi mieszkających w miejscach, o których nigdy nie pomyślałabym jako o mieszkalnych, ale to właśnie te osoby, miejsca i doświadczenia są tym co najchętniej wspominamy z tej wyprawy. Wiem, że to namiastka :-), tym bardziej cieszę się, że trafiłam na Pań blog, będe czytać :-). I jak dziewczyny podrosną pojedziemy w podróż do PRAWDZIWEGO Egiptu, bogaci w doświadczenia z blogu, a może trafimy na takiego przewodnika, który oprowadzi nas po Kairze swoja autorską trasa :-) Dziekuję i proszę pisać :-) ps. Gratuluję siły.

    • I niestety Pani Marzeno, miała Pani wrażenie takie, jak ma wielu turystów:-( Kwestie finansowe z reguły niweczą przyjemność odpoczynku i zwiedzania w Egipcie. Co do Mady’ego, to jest on przewodnikiem w języku niemieckim i angielskim, ale jak ktoś z turystów zna angielski, to bardzo go polecam. Kair to dopiero początek testowanej przez nas trasy. Będę pisać o tym dalej:-)

      Pozdrawiam serdecznie

      Ewa Z.

  4. Bylam na wycieczce w Dahab. Blue hole, kanion itp. Na koniec dnia był zaplanowany old market. Cieszyłyśmy się na to z koleżanką, że może tam uda nam się kupić pamiątki nie zrobione w Chinach. W Sharmie prawie wszystko było chińskie. Jakież było nasze rozczarowanie kiedy old market okazał się być sklepem z grafiki i olejkami? Pocieszające jest jedynie to, że przewodnicy też robią to wbrew sobie….

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.