Zakupy na suku w Mahalli c.d.

W przeciwieństwie do sklepów z tkaninami, sklepy z bielizną osobistą zaskoczyły mnie tak, że aż zaniemówiłam. Nie uważam się za osobę pruderyjną, ale doświadczenie wizyty w sklepie house lingerie, czyli bielizna domowa, zrobiło na mnie duże wrażenie. Kiedy Monika wskazała, że wchodzimy tu…

WP_20160224_037[1]

powiedziałam:

- Jak to tu? – Przecież to sklep z bielizną erotyczną! – Sama wystawa na to wskazuje. _ widzisz?

- No widzę przecież! – odpowiada Monika. – Tu są wszystkie rodzaje bielizny. – Weź Mahmoudka za rękę, żeby nie poszedł gdzie indziej.

W sklepie, którego towar obrzuciłam szybkim jak błyskawica spojrzeniem, zorientowałam się, że rzeczywiście jest tam bielizna na każdą okazję, od bawełnianych gaci (z egipskiej bawełny:-) wielkości namiotu, poprzez subtelne ślubne niewinne majteczki, aż do tak wyrafinowanych erotycznie wzorów i kolorów, jakich nie widziałam w europejskich sklepach. Mahmoudkowi, który był z nami i zaczął od razu szukać dla siebie „mańtów” ze spidermanem, bardziej przydałaby się opaska na oczy niż trzymanie go za rękę. Zwłaszcza, kiedy skierował swoje kroki w stronę wiklinowego kosza, w którym stały różnej wielkości skórzane pejcze.

Monika śmiała się widząc moją konsternację, którą wzmocniła dodatkowymi bodźcami, kierując dyskretnie moją uwagę w kierunku lady sklepowej, za którą siedzieli właściciele biznesu – kobieta z zakrytą nikabem twarzą i jej mąż, bogobojny muzułmanin z Koranem przed nosem.

- Matko święta – myślałam. – Ja już nic z tej kultury nie rozumiem! – O co tu w tym wszystkim chodzi? – Fałszywy i udawany wstyd, czy jakieś cudaczne chwyty marketingowe?

Po wyjściu ze sklepu Monika wyjaśniła mi (wciąż się śmiejąc), że często widywała takich właśnie muzułmanów pracujących w sklepach z bielizną. I nie widzi w tym nic dziwnego, bo islam nie ogranicza życia seksualnego małżonków wyłącznie do celów prokreacyjnych, zezwalając na świadome czerpanie radości i przyjemności z cielesnego współżycia, a właściwie sugerując troskę o dawanie sobie tego nawzajem.

Tyle godzin spędziłyśmy w bazarowych sklepach i w kawiarenkach ze świeżo wyciskanymi sokami, że wizytę w pracy u ulubionego Mahmoudkowego wujka (po nim ma imię) odłożyłyśmy na następny dzień, po części również dlatego, że nie zdążyłyśmy kupić cekinowych taśm, którymi mają być ozdobione mankiety i kaptur wymyślonego sobie przez Monikę isdala.

Share2016-03-11-894f28757588b708b40527010537208ec9e7c8cc5b90cae0f115e57d1dde4d28-Picture[1]

Share2016-03-11-f16dd1a1f1f486b8f34de897a33f1a2b74cd007ea1aacf29daecf96a48acd57c-Picture[1]

Share2016-03-11-da04e86984d8b8a2e648cd393ebdca6aaafdaed0f905d4d5c859613bd4830531-Picture[1]

Tak właśnie (jak wyżej) wygląda pracownia krawiecka wujka, a nasz Mahmoudek stara się wujkowi asystować, w czym tylko się da. Usiłował nawet jeździć jego skuterem.

A tak pięknie wygląda uszyty właśnie w owej pracowni isdal:

Share2016-03-30-1933fa2f7b33359ebc7012a4de8345a60cf7972d37b8e691d78ee993242af1e1-Picture[1]

Ewa Z.