Zapraszamy

30 marca w Berlinie. Będziemy opowiadać o oazach Pustyni Zachodniej oraz egipskiej części starożytnej Nubii. Prelegentki: Ewa Zarychta i Monika Andelaziz. Do tego pokaz slajdów i arabski poczęstunek.

https://www.facebook.com/box66berlin/photos/gm.1869370586679542/649566351897422/?type=3

Dobre wieści do dalekich krajów

WP_20161103_002[1]

Z wielką przyjemnością informujemy naszych Czytelników, zwłaszcza tych, którzy mieszkają na obczyźnie z dala od Polski, że dostępna jest nasza książka „Księżyc zza nikabu” również w wersji e-booka. Można ją kupić online w jednej z trzech księgarni internetowych: virtualo.pl lub woblink.com, a także publio.pl

Mamy nadzieję, że informacja ta ucieszy wszystkie Czytelniczki naszego bloga, które bardzo chciały przeczytać naszą książkę, ale wysyłka do kraju ich zamieszkania nie była możliwa, oraz te zainteresowane, które żaliły nam się, że nie mogły dostać książki „od ręki” w tych księgarniach, w których o nią pytały. No i oczywiście mogą „Księżyc….” kupić wszyscy ci, którzy w ogóle już się przestawili na czytanie e-booków:-) My, autorki, do tej ostatniej grupy jeszcze nie należymy:-(

Pozdrawiamy serdecznie wszystkich naszych Czytelników, niezależnie od tego, jaką formę wydania książki wolą czytać:-)
WP_20161102_002[1]
WP_20161102_003[1]

Na zdjęciach (zrobionych w listopadzie 2016r.) wciąż bajecznie urokliwy choć pusty Sharm el Sheikh.

O tym, jak chciałam rzucić urok na niewinne jagniątko.

Jestem dziś do granic wzburzona i obrażona wręcz, ale też mi przykro. Bo jako miłośniczka wszelkich (oprócz pająków) zwierząt, zostałam posądzona o chęć rzucenia uroku na malutkie, śliczne jagniątko. Szłam sobie spokojnie z dzieckiem z zakupów, kiedy zza rogu wybiegło wesołe stadko małych owieczek, pilnowane przez odstraszającą kobietę, którą pozwolę sobie nazywać babą. Owa baba miała okropny wyraz twarzy, a w ręku trzymała wielki kij, służący do zaganiania stada i odpędzania takich wiedźm, jak ja:) Ciekawe tylko, czemu nie bała się „złego” drzemiącego w wesołym kundlu, który pilnował z tyłu jej żywego inwentarza.

Jak tylko zobaczyłam owieczki, natychmiast podeszłam, bo były tak cudne, że nie sposób było ich nie wycałować. Chętnie wszystkie do nas podeszły, a szczególnie jeden niezdarny jeszcze kłapouszek, ciesząc się z delikatnego głaskania, które niestety szybko zostało przerwane przez walnięcie kijem w beton i głośnym krzykiem baby. Oznajmiła mi, że nie wolno oraz żebym szybko odeszła. Przy okazji cała ulica to usłyszała. Podeszła do mnie jakaś uczennica, która po angielsku próbowała tłumaczyć babę, że ona boi się, ze zwierzątko umrze później lub poważnie zachoruje. Ponieważ wiedziałam, że takie przekonanie ma pastucha (bo nie umiem normalnie o niej napisać), wcale nie zamierzałam oddalić się, lecz podeszłam do niej i zapytałam wprost, patrząc w oczy:

-  Co kobieto, boisz się moich złych oczu???!!!

Ona prawie zemdlała, bo nie spodziewała się, jak większość wrzaskunów, konfrontacji wprost, otworzyła ze zdziwienia usta, i tak została.

- Pomodlić się trzeba, a Bóg ochroni nas wszystkich przed złymi oczami, ale nie moimi, bo ich nie mam, tylko innymi, których tu pełno widzę.

Zostawiając zszokowaną moją bezczelnością babę, poszłam do domu wyżalać się szwagierce i teściowej. Właściwie nie dałam im szansy na odpowiedź, tylko wygłosiłam donośnym głosem monolog o tym, jaki to grzech wierzyć w gusła i złe oko. I że jeśli ktoś aż tak mocno w to wierzy i boi się ludzi, to znaczy, że nie wierzy w Boga, popełnia śmiertelny grzech. Bo przypisuje ludziom większą moc, niż samemu Bogu. Nie wiem, co dziś było w  moim głosie, ale obie kobiety w domu też zostawiłam w lekkim szoku:)

Kiedyś już pisałam o wierze w uroki i złe oko w Egipcie, ale teraz, zgłębiając dokładniej nauki islamu widzę, że ta mocna wiara w gusła jest niezgodna z religią muzułmańską, podobnie jak z chrześcijaństwem, jest wręcz grzechem bałwochwalstwa, bowiem przypisuje się w ten sposób innym istotom większą moc niż Bogu. W Koranie są też ochronne sury, które można odmawiać, jeśli chce się ochronić siebie, bliskich czy swój dobytek przed wszelkim złem. Nie tylko złymi oczami ludzi, ale przede wszystkim przed chorobami, wypadkami i stratą. A ten ich nadmierny lęk i zabobony świadczą o tym, że przekręcają zasady swojej religii, lub po prostu nie zgłębiają wielu jej tajników.

Kairskie metro – pierwsze doświadczenie

Niestety nie udało mi się zrobić zdjęć, gdyż jak zwykle wysiadła mi bateria w telefonie, wtedy, kiedy akurat by się naprawdę przydał. Podczas ostatniego wyjazdu do Kairu miałam okazję po raz pierwszy jechać kairskim metrem – sama. Trochę się bałam, bo linie metra się krzyżują, a nie ma wszędzie dostępnych mapek (jak w Berlinie czy Londynie). Myślałam też, że będzie brudno na stacjach, a wagony rozpadną się w czasie jazdy. Nic bardziej mylnego. Stacje są bardzo duże i nowoczesne, pociągi nowe i czyste. Co najważniejsze – są osobne wagony dla kobiet i osobne dla mężczyzn. Jeśli kobieta jedzie z mężem, nie muszą się oczywiście rozdzielać i wsiadają razem do „koedukacyjnego”. Ale podróżujące same dziewczyny czy kobiety z dziećmi wsiadają sobie spokojnie do dwóch czy trzech damskich wagonów, znajdujących się na środku pociągu. Również na peronie wyznaczone jest miejsce dla kobiet, wskazujące miejsce zatrzymania się tych żeńskich wagonów. Stoi tam policjant, który pilnuje, czy żaden chłop nie pcha się tam, gdzie go nie chcą:-)

Pierwszy raz uczestniczyłam w tak wyraźnym podziale płci w strefie publicznej i muszę przyznać, że wcale mnie to nie irytowało ani nie czułam się poniżona. Wręcz przeciwnie – czułam się komfortowo i bezpiecznie, podobnie jak większość kobiet jadących ze mną. My siedziałyśmy wygodnie na ławeczkach, podczas, gdy w męskich wagonach faceci stali ściśnięci jak ogórki w słoikach. I gdzie tu dyskryminacja kobiet?:)

Poza tym zauważyłam też, że na ruchomych schodach prowadzących na górę z peronów (a pokonywałam je aż 4 razy), mężczyźni przepuszczają grupkami kobiety, tak, aby nie mieszać się z nimi i nie tworzyć niezręcznych dla nich sytuacji. Jeśli panował wyjątkowy ścisk i wszyscy pchali się na raz, wielu facetów całą trasę na ruchomych schodach stało z rękami uniesionymi do góry. Po co? A po to, żeby nie stwarzać okazji do dotknięcia, nawet przypadkowego, jakiejś kobiety, nie mówiąc już o celowym jej obmacywaniu pod osłoną i pretekstem tłoku.

Powiem szczerze, że czułam się o wiele bezpieczniej niż w jakimkolwiek miejscu w Europie. Wśród tłumu pasażerów były kobiety zupełnie zakryte, lub w zwykłych chustkach, oraz bez chustek, młode dziewczyny i starsze panie. Każda z nich mogła czuć się swobodnie i komfortowo.

Pisząc to, nie zamierzam spierać się o to, w jakim kraju są jacy mężczyźni. Wystarczy poczytać gazety i pooglądać tv aby wiedzieć, że molestowanie zdarza się wszędzie. Dlatego tej segregacji płci nie odebrałam jako braku równych praw, a wręcz przeciwnie- jako nadanie wyjątkowych praw.

Jak schudnąć przy takiej piekarni ???

forn 1

Nie ma mowy o schudnięciu, mając taką piekarnię niedaleko domu, można nawet przytyć nieco:)  Na zdjęciu mamy tak zwany „forn” czyli piec, co po arabsku oznacza również piekarnię. W Mahalli i w całym Egipcie jest dużo fornów, ale nie każdy jest tak wspaniały jak nasz. Idziemy do niego spacerkiem około 10 minut, a w drodze powrotnej robimy jeszcze jakieś drobne zakupy i zahaczamy o karuzelę.

W tej cudownej piekarni jest wszystko – półsłodkie okrągłe duże bułki, splecione jak warkocz, zwykłe paluchy do kanapek, przepyszne bułeczki cynamonowe, z chrupiącą skórką i posypane sezamem. Znalazłam też słodkie drożdżowe bułki, podobne do polskich, bez żadnego nadzienia, polane tylko troszkę czekoladą. Wszystkie te wypieki kosztują 1 funta, czyli około 50 groszy za sztukę. Oprócz tego można kupić w tym wspaniałym miejscu wszystkie arabskie słodycze – konafę (ciasto z cienkich, słodkich makaroników przekładane waniliowym budyniem), małe ciasteczka miodowe, gniazdka z chrupiącego, cieniutkiego ciasta z orzechami w środku oraz popularną basbusę. Są też bardzo dobre bułki z białym, lekko słonym serem, oraz bardzo duży wybór ciastek na wagę (z daktylami, sezamem, dżemem). Na wagę są też chrupiące, suche paluchy, grubsze i cieńsze. Można sobie wybrać spośród kilku wariantów – bez dodatków, z sezamem, z papryką lub z kuminem.forn

Oprócz wszystkich tych wspaniałości panowie pieką również torty. Są to klasyczne arabskie torty, czyli biszkoptowe ciasto przekładane lekkim kremem śmietankowym lub czekoladowym, pięknie udekorowane świeżymi owocami i wymyślnymi formami z czekolady. Można codziennie kupić świeże, ale niewielkie torty, jeśli potrzebuje się natomiast jakiś duży, trzeba zamówić go dzień wcześniej. Kiedy wchodzę do piekarni, panowie już wiedzą, co mi pakować. Ceny są naprawdę niskie – za kilogram wypieków na wagę płaci się od 16 do 20 funtów (czyli 8 – 10 PLN).

Wczoraj świętowaliśmy naszą 5-tą rocznicę ślubu, więc oczywiście udałam się do fornu, żeby kupić jakieś słodkości. Do tego koktajle mleczne z pysznych truskawek, na które właśnie mamy sezon, i uczta gotowa. Pewnie narobiłam niektórym czytelnikom smaku:)  Ale mi się marzą polskie pączki, prawdziwy sernik i makowiec. Tak to już jest – każde miejsce ma swoje wady i zalety.

Wyczekane pierwsze spotkanie teściowych!

Wreszcie, po 5 latach naszego małżeństwa, teściowe poznały się! A stało się to dopiero teraz, bo jakoś nigdy nie było czasu – z Sharmu do Mahalli jest az 700km i droga jest dość męcząca, aby jechać na krótko, zawsze było dużo pracy, więc kiedy moja mama przyjeżdżała do Egiptu, miała mnóstwo rzeczy na głowie. Teraz przyjechała bardziej rekraacyjnie, żeby zwiedzić Abu Simbel oraz zobaczyć się z nami. Stwierdziłyśmy, że trzeba wykorzystać ten czas, bo nie wiadomo, kiedy pojawi się znów okazja.

Kiedy powiedziałam mojej teściowej, że mama przyjedzie za kilka dni do nas w odwiedziny, zaczęły się natychmiast gorączkowe przygotowania. Teściowa była przeszczęśliwa, ponieważ wielokrotnie zapraszała moją mamę i chyba już straciła nadzieję, że się poznają. Teraz trzeba było zająć się przygotowaniami – słyszałam, jak przez telefon omawia ze swoja siostrą oraz z córką menu na poszczególne dni, wiedziałam też, że nie będzie spała przez dwa lub 3 dni, aby wszystko wypadło jak najlepiej. Najpierw zarządziła wielkie sprzątanie, chociaż dom rodzinny mojego męża jest wyjątkowo czysty i zawsze gotowy na gości, nawet z zaskoczenia. Jednak teściowa martwiła się, że może gdzieś zalega jakiś kurz, którego nie widzimy, albo, że dywany nie pasują do siebie kolorystycznie – chciała nawet zmieniać dywan w dużym pokoju, ale wybiłam jej to z głowy. Zakupy w ogromnej ilości pojawiły się w domu, chociaż uprzedzałam, że moja mama je jak ptaszek – zupełnie różni się figurą od naszych arabskich kształtów:)  Ale jak się spodziewałam, zaraz po bardzo wylewnym powitaniu przez wszystkich, na stół wjechała ogromna taca z jedzeniem, którego starczyłoby mojej mamie na kilka dni:)  Było pyszne, domowe, ekologiczne – najlepsze, jakie można zaserwować wyjątkowym gościom. Kiedy mama najadła się już do granic możliwości, natychmiast tacę zamieniono na kolejną, z mandarynkami, ja natomiast rzuciłam się nieprzytomnie na przywiezione z Sharmu pączki, zamówione we włoskiej kawiarni. Niedługo po kolacji i deserze teściowa i szwagierka pytały, czy aby moja mama nie jest głodna,a  kiedy poszłyśmy do nas na górę szykować się do spania, siostra męża przyniosła dużą porcję słodyczy i zapytała, czy odgrzać jeszcze coś z kolacji, bo może już zgłodniała. Później stwierdziła, że rzeczywiście mało je, ale za to ma świetną figurę, nie to co my:)

Na drugi dzień było tradycyjne mahszi z kapusty, wyjątkowo pracochłonne, które teściowa robiła do 2 w nocy, a o 4.30 już wstała, żeby przyrządzać kaczkę. Na śniadanie był przepyszny wiejski chleb prosto z pieca, twaróg i lokalne, naturalne warzywa, oraz jako dodatek oliwki i rzepa kiszone przez teściową (są naprawdę wyśmienite!).

W  południe wybrałyśmy się z Mahmoudkiem na wycieczkę do Tanty do Carrefoura, gdzie powstał nowy duży mall, na wzór europejskich galerii handlowych. Ja cieszyłam się z zakupów, jak za dawnych czasów przybysze ze wschodu w Berlinie zachodnim. Jednak w dużych, międzynarodowych sieciach handlowych jest zupełnie inny i szerszy wybór produktów, niż w lokalnych sklepach. I chociaż nie jest to tak ekologiczne i wiejskie – to cieszy, jeśli nie ma się tego na co dzień.

WP_20160218_003[1]

WP_20160218_004[1]

Wieczorem przyszła druga z trzech sióstr Aymana, spędziłyśmy w babskim gronie bardzo fajny wieczór i robiłyśmy dużo zdjęć – jednak ze względów obyczajowych nie możemy zamieścić fotografii kobiet, szczególnie bez ich zgody. Obie siostrzenice męża (8 i 3-letnia) siedziały przy mojej mamie, bo była dla nich niewątpliwą atrakcją – z jasną karnacją, bez chustki, no i moja mama:)

Dziś odstawiliśmy ją na autobus do Kairu, skąd udała się do Asuanu, a stamtąd pojedzie do Abu Simbel, na wyjątkowe wydarzenie w znanej świątyni. Jednak zaraz po kilkudniowym zwiedzaniu wróci do Mahalli, żeby na spokojnie posiedzieć z nami i nacieszyć się wnuczkiem. Zaznaczyłyśmy jednak mojej teściowej, że ma już wtedy normalnie spać i my będziemy gotować na zmianę z nią.

Codzienne życie w Mahalli

Wiem, że długo nie pisałam, ale to nie wymysł, a szczera prawda – im mniej ma się do roboty, tym mniej jest czasu. Ponieważ nie pracuję i odpadło mi sporo obowiązków domowych ( bo dzielimy je z teściową i szwagierką ), to dzień upływa nie wiadomo kiedy. Przestawiłam się, niestety, po raz kolejny na egipski tryb życia – czyli idę spać czasem o 6 rano, a czasem dopiero około 14. Stało się tak z powodu ferii zimowych w szkołach, które trwały aż 3 tygodnie. Córka szwagierki siedziała w domu i całe noce wściekali się z moim dzieckiem, które ma niespożytą energię. Babcia łapała się za głowę od hałasu i próbowała zamykać się w pokoju, bo dawali popalić ostro, nawet jak na egipskie standardy. Teraz znów jest szkoła, więc Nada musi wstawać o 6. Pierwsze dwa dni ma już za sobą, ale płakała ze zmęczenia rano. Tak to już jest z egipskimi dziećmi…podobnie jak z większością dorosłych. Chociaż wiem, że niektórzy chodzą spać wcześnie i wstają o świcie, nawet jeśli nie pracują.

Zazwyczaj, kiedy nie śpię, wieszam wcześnie rano pranie, żeby złapało trochę zimowego słońca. Mam wtedy okazję obserwować budzące się do życia uliczki. W zasięgu wzroku mam forn ( czyli piekarnię ), do której między 6 a 8 ludzie chodzą po świeżutki, przepyszny chleb. Jest to chleb „rządowy”, rozliczany w systemie komputerowym, podobnie jak inne produkty żywnościowe. 20 dużych placków kosztuje 1 egp , czyli 50 groszy. Na 1 osobę w rodzinie przypada 5 chlebków dziennie, co w zupełności wystarcza. Zapach unosi się w powietrzu przez cały ranek. Oprócz tego grupki dziewcząt przechodzą pod naszym domem w drodze do szkoły. Z przyjemnością obserwuję, jak świetnie radzą sobie z muzułmańską modą – obiecuję zdjęcia już wkrótce – mimo, że zakryte szczelnie, nie tracą nic z młodzieńczego wdzięku i atrakcyjnego wyglądu. Zauważyłam, że robią to samo, co ja i większość kobiet – dobierają całe ubranie do chustki. Niektóre z nich noszą długie, ale modne spódnice i fajne bluzki, jeśli mają one krótkie rękawy, pod spód zakładają tak zwane body, czyli obcisłe koszulki z długimi rękawami. Wiele dziewczyn ubiera się bardzo nowocześnie. Zakładają dżinsy rurki oraz duże sportowe buty, a na głowach mają bawełniane chustki o sportowym charakterze. Obowiązkowo wszystkie paradują z telefonami, głośno gadając i chichocząc. Czasem uda mi się coś podsłuchać – dziś na przykład usłyszałam, że Abdelrahman wstawił na facebooku jakieś nowe zdjęcie, które wszystkie oglądały. Więcej nie usłyszę, gdyż rozmowy giną mi wraz z oddalającymi się grupkami dziewczyn.

Młodzież gimnazjalna i licealna żyje tu tak samo, jak wszędzie na świecie, mają podobne sprawy, problemy i zainteresowania. Różnica jest jednak taka, że nie wolno dziewczętom wychodzić wieczorami z domów i chodzić po ulicach z chłopakami czy siedzieć w kawiarniach. Jednak popołudnia to pora, kiedy wracające ze szkół grupki są mieszane – nie wiem dlaczego tak jest, inaczej niż rano, ale chłopaki idą razem z dziewczynami. Wtedy jest naprawdę głośno, panowie szpanują a panny chichoczą, udając zawstydzenie. Wszyscy oczywiście trzymają w rękach swoje telefony. Robią sobie selfie, ale bez dziewczyn, bo gdyby umieścili na facebooku zdjęcie którejś z nich, mieliby zaraz do czynienia z jej ojcem i braćmi oraz wujkami :)

Przeprowadzki ciąg dalszy

Uff….udało się, kierowca zatrzymał autobus, a my wyszliśmy z samochodów i zaczęliśmy nadzorować pakowanie worów z dobytkiem, a kiedy już te zostały zapakowane, Yahia chciał „nadać” jeszcze te większe rzeczy, czyli regały, regaliki i inne meble. Wtedy okazało się , że nie ma tej drugiej taksówki. Po prostu nie przyjechała, choć jechała za nami. Kierowca autobusu oświadczył, że nie będzie czekał na nią, bo pasażerowie się denerwują, i najlepiej będzie, jak my pojedziemy jej poszukać, a on w tym czasie będzie jechał wolno i na pewno go znów dogonimy:-)

Oczywiste już było, że reszta rzeczy pojedzie następnego dnia, ale musieliśmy i tak odnaleźć taksówkę z meblami (osobowa, ale miała prawie wszystko zapakowane na dachu). Kolega stwierdził, że tamten kierowca pewnie się zgubił za nami, bo za szybko jechaliśmy, całkiem o nim zapominając w tym szaleńczym pościgu. Wróciliśmy na przystanek autobusowy, pewni, ze tam właśnie na nas czeka. Niestety, nie było go. Objechaliśmy całe osiedle, wszystkie parkingi i miejsca postojowe. Też nic. Wtedy dotarło do nas, że tamten  kierowca po prostu uprowadził moje meble! Mój ukochany wygodny materac, biblioteczkę robioną na zamówienie, bo chciałam, aby trochę przypominała mi te z Ikei, moje małe komódki….i rurę od odkurzacza, która niebezpiecznie wystawałaby z worków…Yahia zaczął więc rozpytywać taksówkarzy, czy nie widzieli tak zapakowanej taksówki. z meblami na dachu. Owszem, kilku widziało, jak zjeżdżała w boczną uliczkę. Aha, czyli pewnie pojechał gdzieś rozładować i ukryć mój dobytek…Wróciliśmy więc pod mój dom, bo siedzi tam zawsze policjant oraz są zamontowane dwie kamery, które powinny zarejestrować numer boczny taxi. Okazało się, że jedna z kamer nie działa, a druga jest ustawiona tak, że filmuje tylko samochód jakiegoś szefa policji, który tam akurat mieszka. Mój płacz znów się wzmógł, ale łzy już tylko spłukiwały czarne strugi z policzków. Musiałam wyglądać dramatycznie! Teraz się z tego śmieję, ale pamiętam jak byłam wtedy wkurzona, aż w końcu wmówiłam sobie, bo musiałam się jakoś pocieszyć, że widocznie te meble i sprzęty nie są mi pisane i będę miała lepsze.

przeprowadzka

Pilnujący willi swojego szefa policjant okazał się bardzo pomocny i współczujący, gdyż natychmiast zadzwonił gdzieś tam i poinformował (jak się domyślam pobliskie check-pointy) o całym zdarzeniu. Zdążyłam już pójść do domu kompletnie załamana, mając zamiar wypłakać się moim dwóm kotkom, gdy nagle usłyszałam dzikie krzyki dochodzące z zewnątrz. Wybiegłam szybko i zobaczyłam, że nasz porywacz mebli nadjechał, ale bez mebli. W bagażniku miał tylko rurę od odkurzacza, którą mi oczywiście pokornie oddał. Po resztę rzeczy pojechał z rozwścieczonym Yahią, popychany i wyzywany przez policjanta i mojego dormena. Za jakiś czas wszystkie rzeczy wróciły pod dom, a taksówkarz tłumaczył, że po prostu musiał je gdzieś zostawić na przechowanie, bo my mu uciekliśmy i zapewniał, że on by nigdy w życiu niczego nie ukradł. Nie wiem co rzeczywiście zamierzał zrobić, ale się cieszyłam, że wszystko się znalazło. Dotarło do mnie, jak komicznie wyglądałam w całym tym pościgu i że jutro, już jutro, będę jechała autobusem do Mahalli z dwoma kotami oraz z meblami, które tego dnia, uprowadzone bezczelnie, nie zdążyły wyjechać:) Kierowca autobusu oczywiście kategorycznie odmówił zabrania kotów, ale nie z takimi sprawami już sobie w życiu radziłam….

Pogoń za autobusem, czyli przeprowadzki etap pierwszy

Jak już wspominałam, z powodu sytuacji, jaka zaistniała w Sharmie , braku turystów, a co za tym idzie – pracy, postanowiliśmy przeprowadzić się do domu rodzinnego Aymana , do Mahalli, gdzie mamy duże mieszkanie, a mąż stabilną, spokojną pracę w rodzinnej manufakturze krawieckiej.  Mahalla to centrum przemysłu włókienniczego, taka egipska Łódź. Ayman z naszym synkiem został już w Mahalli po tym, jak wspólnie musieliśmy zaliczyć wizytę w polskim konsulacie w Kairze, a ja wróciłam sama na kilka dni do Sharm el Sheikh, aby zobaczyć, jaki będzie rozwój sytuacji w moim hotelu. Okazało się, że lepiej zwijać manatki i wyjechać, niż generować kolejne koszty – wynajem mieszkania, drogie przedszkole i żywność, nie mając pewności, czy uda się zarobić na to wystarczające środki. Wzięłam się więc szybko za organizację transportu naszych rzeczy. Chciałam posłać wszystko do Mahalli dużym samochodem, ale mąż i jego przyjaciel przekonali mnie, że to wyrzucanie pieniędzy w błoto, bo autobus zabierze wszystko na dwie raty. Dobytek gromadzony przez 5 lat, no cóż, spróbujemy… Oprócz ubrań, zabawek, książek, garnków, talerzy i wszelkich akcesoriów kuchennych mieliśmy w Sharmie jeszcze sporo innych gratów: kuchenkę mikrofalowa, regał na książki, komodę, materac, 2 komódki łazienkowo-kuchenne, dywany, ogromne pufy do siedzenia, itp. Pierwszą turę do zabrania spakowałam z pomocą Kasi, która sprawnie oklejała wory taśmą klejącą, podczas, kiedy ja się na nich kładłam, aby ugnieść zawartość. Przyjaciel Aymana, Yahia zdołał tam w końcu wepchnąć nawet odkurzacz dość dużych rozmiarów. Kiedy przyjechała taksówka, aby to wszystko zabrać na dworzec autobusowy, Yahia stwierdził, że lepiej będzie posłać cały dobytek od razu jednym transportem,  bo może autobus weźmie, jak się go ładnie poprosi:-) A ja pojadę kolejnego dnia tylko z naszymi dwoma kotami. Zdecydowaliśmy zatem, że trzeba sprowadzić drugą taksówkę.

Kiedy ostatni wielki wór próbowano podnieść, rozpadł się na pół i wyleciały z niego poduszki, jaśki, pościel, piżamy i kilka zabawek. Kierowca  taksówki poganiał mnie niemiłosiernie, w końcu nakazał to zostawić, grożąc, że spóźnimy się na autobus. Ale to były przecież niezbędne rzeczy i nie mogły zostać w Sharmie. Pobiegłam do domu po taśmę i nożyczki i kleiłam na oślep, tak, że w ogromnym pakunku były prześwitujące dziury, przez które można było obejrzeć jego zawartość. Jednak taśma dała radę. Druga taksówka miała zabrać większe rzeczy, czyli meble. Załadowali ją szybko i pojechaliśmy do dzielnicy Hay el Nour, skąd odjeżdżał autobus do Mahalli. Dojeżdżając do przystanku ujrzeliśmy go w oddali, kiedy już jechał sobie z pasażerami, bez naszego dobytku w lukach bagażowych. Zaczęliśmy go więc gonić, a ja zaczęłam płakać i szlochać tak, że rozmazał mi się cały makijaż. Twarz miałam czarną od spływającego z rzęs tuszu, na głowie czarny powiewający kheemar, czarną spódnicę i gumowe klapki, a w rękach trzymałam tylko nożyczki. W zasadzie była to typowa egipska akcja przeprowadzkowa, więc nikogo po drodze nie powinna ta scena dziwić. Z tego wszystkiego zapomniałam zamknąć na klucz mieszkanie, ale wiedziałam, że nasz dormen (stróż i gospodarz budynku) je przypilnuje.

Gnaliśmy jak szaleni, trąbiąc i migając światłami, ale kierowca autobusu nie chciał się zatrzymać, wręcz przyspieszał, myśląc może, że to napad. W końcu zrównaliśmy się z nim, a ja wychyliłam się przez okno z pomazaną na czarno twarzą, wymachując nożyczkami i dając znaki, aby się zatrzymał.

Polecam artykuł w natemat.pl:

http://ewazarychta.natemat.pl/165387,plazowanie-w-tropikach-szkodliwe-dla-rosyjskich-turystow

Dwa dni hotelowej rzeczywistości, czyli co robią turyści na wakacjach :)

Nie pisałam nic o mojej nowej pracy, bo już kilka osób i tak mnie rozpoznało, na szczęście spotkania były bardzo miłe. Pracuję od 4 miesięcy w recepcji w jednym z bardziej znanych i lepszych hoteli w Sharm el Sheikh, a praca okazała się chyba uzupełnieniem mojej osobowości. Uwielbiam kontakt z ludźmi, a do tego uczę się kolejnego obcego języka, gdyż mamy mnóstwo gości z różnych krajów.

Oprócz obowiązków są też przyjemności, serwowane w postaci komediowych zachowań gości, na które jednak my, personel, musimy reagować bardzo poważnie i profesjonalnie. Czasem trzeba chować się na zaplecze, żeby się „wyśmiać” i dopiero móc wyjść do ludzi. Prawie codziennie zdarzają się zabawne akcje, jednak niedawno nastąpiły po sobie dwa dni, kiedy to myślałam, że jestem w ukrytej kamerze.

Najpierw wydarzyła się afera majtkowa. Moja koleżanka, Rosjanka, zajmowała się tym, gdyż dotyczyła ona rosyjskiej turystki. Otóż owa pani poszła na zjeżdżalnię w naszym hotelowym parku wodnym. Na każdej zjeżdżalni obowiązują zasady, a 2 ratowników czuwa nad bezpieczeństwem gości na dole i na górze. Ten z góry ma pilnować, aby nikt nie zaczął zjeżdżać, dopóki poprzednia osoba nie wygramoli się z basenu na dole, do którego właśnie wpadła. Jednak nasza odważna i rozochocona Rosjanka chciała zjeżdżać natychmiast, a ratownik nie mógł jej zatrzymać. Ponieważ nie powinno się nikogo dotykać, aby nie zaszło podejrzenie o molestowanie, pociągnął niesforną turystkę z tyłu za kostium. Niestety wskutek tego spadły jej majtki, które były po bokach wiązane. Pani podniosła straszny krzyk i zaczęła zakładać utraconą część garderoby, a ochrona w tym czasie już wzywała policję. Na szczęście grupa Brytyjczyków była świadkiem całego zajścia, a ich zeznania podczas dwugodzinnego przesłuchania pomogły ocalić pracę ratownikowi. Stwierdzono, że próbował on rzetelnie wypełnić swoje obowiązki, nie dopuszczając do wypadku w basenie pod zjeżdżalnią. Niestety jego gorliwość spowodowała ogromny skandal, a o „spadniętych” majtkach huczał cały hotel.

Wieczorem, już po pracy, poszłam do jednej z restauracji, aby zjeść kolację. Kolacje są podawane tu bardzo wykwintnie, światło jest nastrojowe i mimo ogromnej liczby gości nie czuje się tłoku ani nie słyszy hałasu. Można wybierać spośród wielu znakomitych potraw, podanych w elegancki sposób. Gdy już wzięłam coś na swój talerz i szłam do stolika, zauważyłam nagle na środku naprawdę dużej restauracji młodego mężczyznę w stroju „diabła”, czyli w koszulce AC/DC, w glanach, spodniach moro i ze zwisającymi długimi włosami. W ręku trzymał jakąś butelkę, jak się później domyśliłam, z alkoholem. Młodzieniec ten szedł spokojnym krokiem, nagle zatrzymał się i puścił pawia, po czym odwrócił się i odszedł. Uczyniwszy kilka kroków, znów zatrzymał się i dał upust swemu złemu samopoczuciu. Rozejrzałam się wkoło, ale oprócz jednej pary, nikt tego nie zauważył. Podbiegłam wiec do kelnera, który natychmiast zabezpieczył miejsce „wypadku” krzesłami i zawołał sprzątającego, który sprawnie usunął wszelkie ślady niedyspozycji naszego gościa. Chłopak był po prostu pijany – może skończył dopiero 18 lat i upoił się lokalnymi trunkami z all inclusive? Bo na zemstę faraona to nie wyglądało :)

Niestety, nie zjadłam swojej kolacji, bo jakoś odebrało mi apetyt:)

Myślałam, że dwa dziwne zdarzenia tego dnia wystarczą na cały tydzień, ale kolejny dzień przyniósł jeszcze większą aferę, która na początku rozbrzmiała po całym hotelu niczym reportaż wojenny.

images

Siedząc w swoim biurze w recepcji usłyszałam nieziemski wręcz krzyk kobiety – głośny, modulowany, raz wyżej, raz niżej, oprócz tego wyzwiska, wezwania na pomoc. Pani wrzeszczała bez przerwy, zerwałam się na równe nogi, myśląc, ze dzieje się jakaś tragedia, że dziecko topi się w basenie lub komuś stało się coś naprawdę potwornego. Bałam się wyjść, byłam pewna, że zobaczę jakieś krwawe obrazy. Wszyscy goście przebywający w tym czasie w hotelowym lobby, pobiegli pędem w stronę krzyku, a wraz z nimi recepcjoniści, bagażowy, ochrona, barmani i sprzątacz. Z gabinetów zaczęli wybiegać managerowie. Wkrótce wokół wrzeszczącej kobiety zebrało się około 20 osób, reszta obserwowała z boku całą sytuację. Okazało się, że wrzeszcząca niemiłosiernie osoba była obywatelką Arabii Saudyjskiej, która wraz z mężem przyszła spędzić dzień w parku wodnym w naszym hotelu.  Ponieważ wykupili tylko bilet wstępu, musieli płacić za napoje czy jedzenie. Jednak szanowny małżonek chciał dostać za darmo kawę i nie zamierzał odpuścić. Rzucił się na Bogu ducha winnego barmana, potłukł prawie całe szkło, jakie znajdowało się w barze, a następnie zaczął okładać jego pracownika. Barman jednak okazał się sprawny, bo po chwili trzymał napastnika pod pachą. Za to żona Saudyjczyka….to było naprawdę rozgniewane wściekłe zwierzę!!! Rzucała się ze wszystkich sił w obronie swego męża, biła pięściami pracownika baru, wyzywała go przekleństwami, jakich wstydziłby się niejeden mężczyzna. Nikt nie mógł jej złapać, bo przecież nie wypada obcym mężczyznom dotykać kobiety, choć była cała zakryta. Zaciągnięto więc biednego barmana do gabinetu dyrektora i zamknięto za nim drzwi na klucz, aby chronić go i pozwolić opaść emocjom. Kobieta jednak nie dawała za wygraną, mimo że jej mąż już był bezpieczny. Skakała na drzwi jak małpa, waliła pięściami, próbowała je wyważyć, aby pomścić krzywdę męża, dokopać barmanowi. Wszystko to na oczach zdumionych mężczyzn, którzy nie mogli nijak jej powstrzymać. Po jakimś czasie ludzie się uspokoili, saudyjscy goście opuścili nasz ośrodek, a barman powrócił do pracy. Goście hotelowi byli w szoku, a ja śmiałam się, że powinno się zawołać lekarza, który wystrzeli do tej pani uspokajający zastrzyk, bo podejść na pewno by się bał :)

I kto tu mówi, że arabskie, a szczególnie saudyjskie kobiety są tak bardzo zniewolone i biedne pod swoimi czarnymi zasłonami??? Ciekawe, czy jej mąż odważyłby się kiedyś jej podpaść :)

Na koniec dwudniowego maratonu komedii przyszła do nas na skargę młoda Ukrainka, rozżalona i załamana. Poprzedniego wieczoru wyszła „na miasto” z animatorem, też Ukraińcem, Andrejem, który miał się nią zaopiekować i bezpiecznie odwieźć do hotelu, gdzie była na wczasach z rodzicami. Jednak chłopaczyna troszkę za dużo sobie wypił, a że cały dzień pracuje na słońcu, to go zmogło…przewrócił się na środku Naama Bay, a jak już trochę przetrzeźwiał, to się zgubił… biedna dziewczyna sama wracała do hotelu i prosiła, aby przestrzec inne turystki przed takim nieodpowiedzialnym opiekunem.

Praca w dużym wakacyjnym hotelu ma zdecydowanie więcej plusów niż minusów – na pewno nigdy nie jest nudno :)

 

 

Beduińska dzielnica Sharmu – cd.

Row 5

Te smakowicie wyglądające placuszki to ajsz baladi (wiejski chleb), wyjęty prosto z dużego pieca, gorący i pachnący tak, że nie sposób się nie zatrzymać i nie kupić. Dostępny jest  między innymi na Al. Rewisatt, beduińskiej dzielnicy Sharmu, gdzie mieszkają również Egipcjanie nie będący Beduinami oraz spora grupa Europejczyków. Chlebek jest przepyszny, z pełnego przemiału, obsypany otrębami. Można go dostać 24h na dobę na małym stoisku, a piec nazywa się forn. Obok piekarni znajdują się inne, małe sklepiki – z warzywami, spożywcze, a także z bielizną i ubraniami, a na rogu jest kafejka, w której siedzą mężczyźni, najczęściej właściciele wspomnianych już beduińskich samochodów, czekając na pracę.

Row 2

Całe to miejsce jest niezwykle zakurzone, gdyż leży po prostu na pustyni. Pomiędzy pięknymi, majestatycznymi skałami, tak charakterystycznymi dla Synaju. Ulica asfaltowa jest tylko jedna, oczywiście w tragicznym stanie. Wzdłuż niej znajduje się meczet, szkoła, posterunek policji, stragany i sklepiki, chodzą sobie kozy beztrosko becząc i zajadając znalezione smakowite kąski. Biegają bezpańskie psy i koty, każdy znajdzie dla siebie coś do jedzenia i wszystko zdaje się być w naturalnej harmonii. Kobiety chodzą pozasłaniane chustkami lub nikabami, a dzieci często bez butów. Budynki są w stanie opłakanym i wiele domostw wygląda okropnie, są jeszcze niewykończone, bez okien i tynku, ale już zamieszkane. Jest też mnóstwo willi, których widać tylko dach lub kawałek ściany, gdyż są ogrodzone jak prawdziwe warownie. Często zasłonięte blachą założoną na solidne ogrodzenie, które oddziela mieszkańców od brudu i hałasu ulicy. W środku tych posesji jest bardzo prywatny i piękny kawałek świata – jakby wchodziło się do zupełnie innej bajki.

Row 6 Row 7

Na zdjęciu widać willę naszego zaprzyjaźnionego weterynarza, doktora Alberta, który jest znany i szanowany przez wszystkich mieszkańców Sharmu, współpracuje również z naszą fundacją dla zwierząt. Dom składa się z dwóch części – w jednej jest sala operacyjna, rentgen, gabinet, poczekalnia oraz hotelik dla kotów i małych psów, a w drugiej części jest prywatne mieszkanie doktora i jego rodziny. Ogród jest ogromny i sporą jego część zajmują psy – członkowie rodziny weterynarza oraz pieski znajdujące się tymczasowo w hotelu, podczas wyjazdów swoich właścicieli.  Ogród jest piękny. Można siedzieć w nim godzinami i patrzeć na spokojną, niewzruszoną skałę lub urządzać grille i plenerowe spotkania. Jest to teren zupełnie prywatny, pozwalający na swobodne ubranie a nawet jego brak:) To w Egipcie zdarza się niezwykle rzadko, tylko takie właśnie warownie dają całkowity spokój i intymność.

Row 10

Row 9

Dom i jego otoczenie mają swój klimat – drewniane okna, kamienne donice, w środku marmury, które latem zapewniają chłód. Ale najważniejsza jest przestrzeń i komfort, jaki daje tak duża, solidnie ogrodzona powierzchnia. Takich willi jest mnóstwo, należą głównie do Włochów i Brytyjczyków, często czekają na najemców, urządzone ze smakiem i w prawdziwie arabskim stylu.  Miejsce to jest bardzo atrakcyjne, jeśli tylko polubi się choć trochę zapach wielbłądów i zakurzone ulice. Jeśli zamiast pompowanego pieczywa z supermarketu chętniej kupujemy gorący, wiejski chleb z  „fornu” , jeśli ciekawią nas tajemnicze oczy Beduinów, a nasza pewność siebie jest już na tyle rozwinięta, że potrafimy bez problemu poruszać się wśród nich (najlepiej w jak najbardziej zasłaniającym stroju), to możemy zamieszkać na Al. Rewisatt, a w ogrodzie trzymać psy, koty, a nawet kozy. Turystom – miłośnikom folkloru, polecam to miejsce do odwiedzenia i bardzo dyskretnego zrobienia kilku zdjęć.

kozy

Czarne strony egipskiej kobiecości,czyli o obrzezaniu i aborcji.

Na początku chcę zaznaczyć, że zarówno ja, jak i mój mąż, jesteśmy zupełnymi przeciwnikami obrzezania kobiet. I na szczęście zasilamy coraz liczniejszą grupę o takim poglądzie. Piszę to, aby uniknąć ewentualnych pytań, czy aby mój muzułmański małżonek nie uważa mnie za nieczystą czy też za wcielenie diabła. Nie, nie uważa. Nie jestem też ekspertką w dziedzinie obrzezania, chciałam tylko podzielić się z Wami swoimi obserwacjami, których dokonałam w Egipcie. Wcześniej tylko czytałam o obrzezaniu, między innymi w książce ” Kwiat Pustyni” i muszę przyznać, że było to dla mnie wstrząsem.

Temat obrzezania kobiet jest znany i wciąż poruszany na całym świecie, powstało wiele filmów, książek i akcji edukacyjnych piętnujących ten straszny proceder. Jednak edukacja swoje, a chora tradycja i ciemnota swoje…Zacznę może od tego, że Egipt przoduje, jeśli chodzi o odsetek obrzezanych kobiet. Kiedyś, jeszcze niedawno, szacowało się tą liczbę na około 90%…zatrważające, i nie przestaje mnie zatrważać nigdy, wręcz im dłużej tu mieszkam i o tym słucham, tym bardziej to przeżywam. Od jakiegoś czasu obrzezanie kobiet jest w Egipcie zakazane prawem. Ale i tak większość to robiła, sądząc, że to dobre i zgodne z religią ( nic bardziej mylnego). Niedawno jednak zostało wydane oficjalne zarządzenie  meczetu Al- Azhar ( najważniejszy meczet w tym kraju), mówiące, że zakazuje się obrzezania kobiet, że jest ono haram ( czyli niezgodne z islamem, złe, zabronione). Ale znów..prawo i przekaz imamów swoje, a ludzie swoje…

Czym jest obrzezanie? Jest to po prostu koszmarne okaleczenie ciała kobiety, polegające na wycięciu łechtaczki, czasem również warg sromowych ( obrzezanie faraońskie, stosowane również w innych krajach Afryki). Obecnie, od powiedzmy 20-30 lat stosuje się częściowe obrzezanie, czyli wycięcie tylko małego fragmentu łechtaczki. Tak, stosuje się, mimo zakazów prawnych, a teraz i religijnych. Niestety na straży tego potwornego procederu nie stoją ” źli muzułmańscy mężczyźni” , ale właśnie same kobiety. Jedna z moich egipskich koleżanek, pochodząca z bardzo konserwatywnego i zacofanego miasta, jest obrzezana. Stało się to w wieku 15 lat. Opowiadała mi o wszystkim bez cienia emocji. Mówiła, że doktor był dobry, bo wyciął tylko mały kawałeczek. Gdy spytałam czy teraz odczuwa przyjemność ze współżycia, odpowiedziała, że tak ( nie spodziewałam się innej odpowiedzi). Zapytałam również, czy wie dlaczego została obrzezana. Odpowiedziała mi, że po prostu matka ją zaprowadziła, bo tak robią wszyscy i tak trzeba. I że to nic takiego, po prostu każda kobieta musi. Gdy jej mówiłam, że wcale nie musi, śmiała się zdziwiona, i mówiła, że tak jest i koniec. Nasza wspólna koleżanka z kolei, również Egipcjanka, już na szczęście obrzezana nie jest. Ani ona, ani żadna z jej sióstr. U niej w domu się tego nie praktykuje, ona sama również nie obrzeza swojej córki. Mąż także jest przeciwny temu procederowi. To bardzo pocieszające, choć wydaje się być kroplą w morzu.  Ale w końcu kropla drąży skałę… Mąż tej dziewczyny to już kolejny, poznany przeze mnie przypadek męskiego sprzeciwu. Pierwszym był małżonek znajomej fryzjerki, Włoszki, z którą przy każdej wizycie rozmawiamy o czymś ciekawym. Opowiadała mi, że gdy urodziła się ich córka ( obecnie ma już 8 lat), egipska teściowa bez przerwy drążyła temat obrzezania. Sprzeciwiał się temu ojciec i dziadek dziewczynki, co doprowadziło do kłótni w rodzinie. Teściowa z uporem powtarzała, że to są kobiece sprawy. Obawiano się nawet, że jest gotowa zanieść lub zaprowadzić już kilkuletnia dziewczynkę na ten potworny zabieg, wykorzystując nieobecność innych członków rodziny. Na szczęście mąż i syn wybili jej z głowy ten pomysł, miejmy nadzieję, że skutecznie.

Pytałam też moją szwagierkę, czy ma zamiar obrzezać swoją małą córeczkę. Powiedziała, że nie, że jej mąż również jest temu przeciwny i że jest to bardzo złe, ale kiedyś było bardzo popularne. Cieszę się za każdym razem tak samo, gdy słyszę podobne odpowiedzi. I tak samo jestem zdruzgotana, gdy słyszę, że ktoś odpowiada inaczej… Na szczęście wśród lekarzy jest coraz większa świadomość i głębokie przekonanie o tragicznych skutkach obrzezania. Nigdy pewnie do końca nie pozbędziemy się samozwańczych fachowców od okaleczania, ale im bardziej będzie temat nagłaśniany a obrzezanie piętnowane, tym większa szansa na znaczne zmniejszenie liczby obrzezanych kobiet. Gdy myślę o mojej okaleczonej koleżance, zastanawiam się, czy ona aby na pewno zdaje sobie sprawę z tego, co jej zrobiono. Może lepiej, żeby sobie nie zdawała. Ale obawiam się, że choćby sam Bóg do niej przemówił, ona i tak obrzeza swoja córkę.

Kiedyś rozmawialiśmy na temat obrzezania z moim mężem i naszym ginekologiem, który prowadził moją ciążę. To świetny fachowiec i wspaniały człowiek. Praktykujący muzułmanin. Powiedział, że od 25 lat, kiedy praktykuje swój zawód, nie wykonał żadnego obrzezania, że jest to haram ( grzech) , zupełnie niezgodne z islamem, i że tylko wyjątkowe przypadki mogą skłonić lekarza do takiego zabiegu ( duży przerost łechtaczki, zdarzający się u ciemnoskórych kobiet, duży, to znaczy że łechtaczka mocno wystaje poza wargi sromowe i jest narażona na podrażnienia i infekcje). Doktor Ibrahim wytłumaczył też mojemu przerażonemu mężowi, na czym polega ten straszny zabieg i jak tragiczne skutki niesie ze sobą, zarówno dla ciała jak i psychiki kobiety. Po reakcji męża byłam pewna, że nie zdawał sobie z tego sprawy, myśląc, że to jakaś zwykła kosmetyczna poprawka, jak wszystkie sprawy kobiece. O tym się po prostu nie mówi. Nie mówi się w domach. Braciom, synom czy mężom.  Nie mówi się też o aborcji, która jest również ” kobiecą sprawą”, a mężczyźni nie mają o niej zielonego pojęcia. Kobiety robią to w Egipcie i w wielu innych krajach w tajemnicy, przy pomocy samodzielnie zdobytych środków. I podobnie jak na temat obrzezania, miałam okazję przekonać się wręcz u źródła o skali tego zjawiska. Egipcjanka, z którą się przyjaźnię od 3 lat, zaszła w drugą ciążę, gdy jej pierwsze dziecko miało około półtora roku. Zwlekała z badaniem krwi, potwierdzającym wynik domowego testu. Gdy w końcu siłą zaprowadziłam ją do szpitalnego laboratorium, zaraz po odebraniu wyniku ( czeka się 20 minut) zalała się łzami. Płakała i płakała. W końcu oprzytomniała i oświadczyła, że idziemy i że mam nic nie mówić ani jej ani swojemu mężowi, i że ona już wie, co zrobi. Przeraziłam się poważnie, bo spodziewałam się czegoś niebezpiecznego. I nie pomyliłam się. Reham ( bo tak jej na imię ), zaczęła mi tłumaczyć już w samochodzie, że nie ma problemu, bo ona połknie jakieś ziarenka wygrzebane z ziemi i zrobi baby khalas ( czyli koniec dziecka). Zaczęłam ją najpierw spokojnie przekonywać, że to zły pomysł i że zrobi sobie krzywdę, zważywszy, że to już, jak policzyła, środek trzeciego miesiąca. Ale ona niezmordowana zachwalała mi swój pomysł, zwierzając się przy okazji, że już tak robiła. Była w ciąży, kiedy poznałyśmy się na moich urodzinach, a jej synek (pierwsze dziecko)  miał wtedy 7 miesięcy. Czyli było to kilka miesięcy przed naszą wizytą w szpitalu na teście… Dokonała samodzielnej aborcji, bo było za wcześnie na drugą ciążę, gdyż miała cesarkę a pierwsza ciąża przebiegała z powikłaniami. Zapytana, dlaczego w takim razie nie założy spirali, która jest w Egipcie darmowa ( tak ! zupełnie za darmo w publicznych placówkach służby zdrowia, są też tabletki antykoncepcyjne finansowane przez rząd i  dostępne bez recepty za symboliczną opłatą około 50 groszy), powiedziała mi, że spirala to nie wchodzi w grę, bo jej mąż się nie zgadza, chce szybko kolejne dziecko, a przecież męża nie można okłamywać. ..No tak…bojąc się o jej zdrowie i nie zważając na zapewnienia, że wszystkie kobiety jedzą te nasionka i mefisz moszkela ( nie ma problemu), zagroziłam, że powiem jej mężowi jeśli sama tego nie zrobi. Nie chciałam już oceniać, czy większym grzechem jest oszukanie męża ze spiralą, czy z pozbyciem się niechcianej ciąży. W tym momencie chodziło mi tylko o jej bezpieczeństwo. Poza tym …sama byłam w piątym miesiącu zaplanowanej i wyczekiwanej ciąży…i nie chciałam biernie uczestniczyć czy choćby być świadkiem aborcji wynikającej nie z tragedii czy innych zewnętrznych uwarunkowań, ale ze zwykłej bezmyślności. Teraz Reham ma już swoją córkę i jest zadowolona, nie mówimy nigdy o tamtej sytuacji, a ona sama na szczęście założyła spiralę ( z wiedzą męża) , i jeszcze nie ma grzechu na sumieniu w postaci okłamywania małżonka, bo lekarz wyraźnie odradził jej ciążę, po dwóch cesarkach kazał odczekać 5 lat.  Z tym grzechem oczywiście żartuję, traktuję to trochę prześmiewczo…ale ona traktowała to zupełnie poważnie. Mnie rozbawił sam paradoks, w postaci rozważań, który grzech będzie większy…

To tyle na temat kobiet i ich sekretnych spraw…

Obrzezanie chłopców natomiast nie jest już żadnym sekretem. Jest oficjalnie stosowane u wszystkich muzułmańskich ( jak i żydowskich ) chłopców. Jest przeważnie łagodnym zabiegiem, szczególnie, jeśli jest wcześnie i prawidłowo wykonane. Mój synek został obrzezany, gdy miał dokładnie 43 dni. Jest to wielkie święto w rodzinie, gratulacjom nie było końca, choć bardzo się dziwiłam dlaczego. Wykonujący to chirurg robi sprawnie takich zabiegów setki w ciągu miesiąca. Odbywają się one w sterylnych warunkach szpitalnych, a po obrzezaniu stosuje się maści z antybiotykiem. Po około 2-3 dniach nie ma już śladu działania chirurga.

Nikab, czyli o zasłanianiu twarzy przez muzułmanki

 Każdy chyba wie, jak wygląda ta bardzo kontrowersyjna a zarazem tajemnicza zasłona twarzy muzułmańskich kobiet. U wielu osób budzi sprzeciw, wynikający najczęściej z niezrozumienia. Słyszy się, że to odczłowieczenie, szmata na twarzy czy też męski nakaz, mający na celu zniewolenie kobiet. Tymczasem… sprawa wygląda nieco inaczej. Mieszkając już prawie 4 lata w Egipcie, zdążyłam zapoznać się lepiej z nikabem, który od dzieciństwa mnie fascynował. Nie noszę go, gdyż jest to decyzja, która powinna zapaść świadomie i na całe życie. Znam jednak wiele kobiet, które zakrywają twarz i wierzcie mi – wcale nie cierpią z tego powodu i jest to dla nich tak samo normalne jak dla kobiet Zachodu zrobienie makijażu. A tak na marginesie – często pod nikabem kryje się piękny makijaż na pięknej twarzy:) Ostatnio będąc w żłobku po synka poznałam jedną z mam, właśnie z zakrytą twarzą, a przez wąską szparę na oczy widać było śliczny, staranny i modny makijaż. Mam też bliską przyjaciółkę, Asmę, żonę kolegi męża, która zakrywa twarz. Pochodzi z Fajum, gdzie większość kobiet to robi. Wiem już, że można jeść i pić w nikabie, a szczery uśmiech widać po prostu w oczach. Dlaczego kobiety zakrywają się? Dlaczego zasłaniają ciało, włosy, a nawet twarz? Najczęściej jest to ich świadoma decyzja. Jeśli mąż po ślubie wymaga tego, kobieta godzi się bez specjalnych wyrzeczeń. Tak jest w tej kulturze. Nie wynika to z religii, gdyż w Koranie jest napisane, aby kobiety zakrywały swe ozdoby. W kulturze arabskiej i nie tylko, największą ozdobą kobiety są włosy. Są czymś bardzo intymnym, czymś, czego nie powinni oglądać obcy mężczyźni. To samo dotyczy ciała, jednak z twarzą rzecz ma się inaczej. To kobieta sama wybiera, czy chce, aby ją oglądano, czy też nie. I to jest ważne, często jednak zupełnie pomijane we wszelkich dyskusjach na ten temat. Muzułmańskie kobiety organizują nawet demonstracje w obronie nikabu, ale rzadko są zauważane. Za to częściej widzi się innych, ludzi Zachodu, chcących za wszelką cenę „uratować te biedne, zniewolone kobiety”… nic bardziej mylnego…

Moje doświadczenie z nikabem jest bardzo pozytywne. Bywa, że noszę go w torbie, aby móc użyć w razie potrzeby. Kiedyś jeździłam sama do supermarketu Metro po zakupy, gdzie byłam notorycznie zaczepiana przez obsługę, wprost, lub pod różnymi pretekstami. Mimo chustki na głowie i obrączki na palcu. Raz pojechałam tam więc w nikabie. I co? Jeszcze nigdy nie miałam tak przyjemnych i spokojnych zakupów. Nikt nawet na mnie nie spojrzał, nie mówiąc już o zaczepkach. Cienki i dobry gatunkowo materiał wcale nie utrudniał oddychania. Czułam się swobodnie i bezpiecznie.

Drugi przypadek użycia nikabu miał miejsce, gdy wybrałam się na lotnisko po samochód mamy. Postanowiłam nieco zaoszczędzić i pojechać miejskim busem. Ubrałam się w galabeiję ( tradycyjną arabska suknię) , a na głowę, zamiast chusty, założyłam khumar. Jest to ogromne koło z materiału, z wyciętym otworem na twarz, po założeniu sięga do połowy uda. Stałam grzecznie na ulicy i czekałam na busa, jednak zatrzymywały się same taksówki, żądając chorych cen. Ponieważ stałam sama pośród mężczyzn, co minutę znajdował się nowy opiekun, chętny pomóc mi w dalszej podróży. Miałam dość, odwróciłam się wiec do wszystkich plecami. Gdy wreszcie udało mi się załapać na busika, okazało się, że jedzie tylko do Mariny ( Naama Bay ) i tam muszę się przesiąść. Całą droge widziałam w lusterku obleśny wzrok kierowcy wlepiony we mnie. Był bezczelny i nachalny. Poza tym nikt z obecnych w busie mężczyzn nie przesunął się, chociaż byłam jedyną jadącą z nimi kobietą. We wspomnianej Marinie czekałam kilkanaście minut na kolejnego busa, jednak żaden nie chciał mnie zabrać. Zatrzymujące się pojazdy wysadzały pasażerów, a ze środka dobiegało mnie cmokanie i wulgaryzmy lub też nachalne zaczepki . Postanowiłam wyciągnąć z torby mój nikab. Założyłam go na pobliskim parkingu, tak, aby nikt tego nie widział, po czym wyszłam znów na przystanek dla busów. Nagle wszystko się zmieniło. Zatrzymał się już pierwszy nadjeżdżający bus. Pasażerowie pozdrowili mnie grzecznym ” Salam alajkum”, a następnie, ponieważ byli to sami mężczyźni,  przeszli na tył pojazdu, tak, że miałam wolne 3 siedzenia oraz całe siedzenie za mną. Kierowca nawet nie próbował na mnie spojrzeć, a wydając resztę, bardzo uważał, aby nie dotknąć mojej dłoni. I tym sposobem spokojnie dojechałam na lotnisko, podziwiając przez okno piękne pustynne widoki. Siateczka zasłaniająca oczy pozwala na dobre obserwowanie otoczenia, można ją podwinąć, ale wtedy widać kolor oczu, co w przypadku innych niż brązowe, może budzić niezdrowe zainteresowanie. Co wcale nie znaczy, że ktoś odważy się odezwać.

Po tych doświadczeniach nabrałam przekonania, że zakrywanie się daje wolność i spokój, szczególnie, jeśli przebywa się samej w męskim otoczeniu. Można pomyśleć, że to skandal, zakrywać się, bo przecież to facetów powinno się uczyć, jak należy się zachowywać, skoro sami nie wiedzą. Ale mi się nie chce ich uczyć :) Wolę święty spokój niż walkę z wiatrakami. Nikab daje poczucie wolności i bezpieczeństwa. Daje wyraźny sygnał ” nie zbliżaj się do mnie i nie odzywaj się bez potrzeby”, o czym tak bardzo marzy wiele mieszkających tu kobiet. Oczywiście idąc w towarzystwie egipskiego męża, nic nie ma prawa się zdarzyć, dlatego też wtedy można sobie pozwolić na swobodniejsze dobieranie ubrania, jednak zakrywającego ciało i włosy.

Proszę, pamiętajmy, że opisane sytuacje dotyczą Egiptu i pewnie w dużej mierze innych arabskich krajów. To, co tu jest normalne, w Europie czy Ameryce uchodzi za szokujące i odwrotnie. Lecz właśnie dzięki różnorodności i wielości kultur nasz świat jest kolorowy i ciekawy.

Już za kilka dni więcej o ubiorach muzułmanek. Tych młodych i starszych, pochodzących z różnych rejonów Egiptu i kierujących się różnymi pobudkami. A także o tym, jak noszą się małe dziewczynki i czy nagła zmiana stylu jest dla nich dobra…

Monika