Randka urodzinowa o wschodzie słońca

To jest coś:-) To była pierwsza taka randka w moim życiu… Wybierałam się na moje urodziny, 22 lutego- do Abu Simbel, już od trzech lat. I corocznie jakoś to nie wychodziło, coś się nie złożyło, było coś ważniejszego do zrobienia. Jak to w życiu bywa…

W tym roku podjęłam mocne postanowienie – teraz albo nigdy. Uważam, że los się mści za brak zdecydowania w życiu. Tym bardziej czułam, że muszę tam teraz jechać, ponieważ oprócz moich urodzin i święta Ramzesa II – jednego z najpotężniejszych faraonów egipskich, przypadającego tego samego dnia, w tym roku dodatkowo jeszcze 22 lutego przypadła pełnia księżyca. To był dla mnie wyraźny znak. Lepszej okazji nie będzie. Yalla:-)

Naładowana już pozytywną energią po wizycie w Mahalli, u rodziny mojego zięcia Aymana, (oczywiście nie chcieli mnie puścić i musiałam obiecać, że wrócę), kupiłam bilet lotniczy z Kairu do Asuanu i ruszyłam, czując dosłownie dreszcze emocji. Dlaczego 22 lutego zjeżdża się do Abu Simbel tyle osób z całego świata. Przyjeżdżają nocą i czekają cierpliwie przed świątynią na wschód słońca? Tylko dwa razy w roku – 22 lutego i 22 października – wschodzące słońce oświetla swoimi poziomo padającymi promieniami wejście do wewnątrz świątyni, do jej głównego sanktuarium, i to, co się tam wewnątrz znajduje, można zobaczyć w tym wyjątkowym, naturalnym oświetleniu. Atmosfera jest rzeczywiście wyjątkowa. I stąd miałam aż tyle gości na swoich urodzinach. Miałam nawet nubijską kapelę grającą na żywo. Niestety, nie była to melodia Happy birthday:-)

P1010426

P1010444

Plany miałam szersze niż tylko wizyta w Abu Simbel, najdalej na południe Egiptu wysuniętej, starożytnej świątyni, tuż przy granicy egipsko-sudańskiej. Chciałam obejrzeć tereny starożytnej Nubii, która kiedyś, w starożytności była niezależnym państwem, podbita następnie przez potężnego faraona Ramzesa II, a w nowożytnych czasach podzielona terytorialnie i społecznie pomiędzy Egipt i Sudan. Nubijskie starożytne zabytki znajdują się w obu tych krajach. Zwiedziłam najważniejsze z tych, które są na terytorium Egiptu, m.in. świątynia File poświęcona bogini Izis, pięknie usytuowana na jednej z wysp na Nilu.

WP_20160220_010[1]

 

Z niedowierzaniem i wielkim podziwem słuchałam fascynującej historii ratowania tych zabytków przed zagładą, na jaką niechybnie były narażone, kiedy po kolejnych etapach rozbudowywania Tamy Asuańskiej, ziemie nubijskie zaczęły stopniowo być zalewane przez wody Jeziora Nasera – tego gigantycznego zbiornika, który miał spowodować ożywienie egipskiego rolnictwa. To niezwykłe, niewiarygodne wręcz historie. Jak cała historia Egiptu. Poznałam Nubijczyków, którzy wysiedleni z zalanych terenów, żyją w na nowo wybudowanych wioskach, położonych na terenach niezagrożonych potopem. Nubijczycy to niezwykli ludzie, inni niż Egipcjanie, przypominali mi raczej Berberów, których poznałam podczas ubiegłorocznej wyprawy do oaz na Pustyni Zachodniej. Łagodni, spokojni, uśmiechnięci. Szczerze uśmiechnięci. Byłam w ich domach.

WP_20160221_001[1]

WP_20160221_002[1]

Byłam w autentycznej nubijskiej wiosce, nie takiej sztucznie wykreowanej na potrzeby turystów, jak te wioski pseudo-beduińskie na obrzeżach Sharm el Sheikh. Dałam sobie nawet zrobić tatuaż henną (na zdjęciu).

Z Asuanu do Kairu wracałam pociągiem. Chciałam sprawdzić, jak się podróżuje po Egipcie pociągiem.

WP_20160223_002

Można śmiało. A od widoków za oknem nie można oderwać wzroku. Tylko jadąc tak tym pociągiem i kontemplując widoki za oknem, ogarnął mnie smutek, a właściwie melancholia. Uświadomiłam sobie, na jakie całkowicie złe tory została sprowadzona egipska turystyka. Sami  Egipcjanie tego dokonali. Sprowadzili do Egiptu tzw. masowego turystę, który siedzi w kurorcie na plaży i nie ma pojęcia, co Egipt ma najcenniejszego do zaoferowania. I dziwne też wydało mi się, że czekając w nocy przed wejściem do świątyni Abu Simbel, rozmawiając z innymi turystami – z Kanady, USA, Japonii, Chin, nawet Indii i Australii  (z którymi stanowiliśmy swoistą jedność pożyczając sobie skrawek ciepłego szala), nie natknęłam się na nikogo z Polski…

Cała trasę mojej wyprawy na tereny starożytnej Nubii i szczegóły pobytu tam opiszę w naszej drugiej książce, tak jak w „Księzycu zza nikabu” opisałam szczegółowo podróż ze Starego Kairu poprzez oazę Baharija aż do rajskiej Siwy. Widzę z komentarzy, że niektórzy nasi Czytelnicy tęsknie wyczekują na kolejne wpisy Moniki, więc nie będę ich zanudzać:-)

Ewa Z.