Emeryckie życie w Sharmie, czyli europejscy rezydenci

Niewątpliwie fajnie jest spędzać emeryturę wygrzewając stare kości w ciepłym kraju:-) I to, prowadząc dostatnie życie, za stosunkowo niewielkie pieniądze. W Sharm el Sheikh najwięcej jest rezydentów Brytyjczyków i Włochów. Są tu całe osiedla, na których większość mieszkańców stanowią te właśnie nacje. Brytyjczyków jest zresztą pełno wszędzie na świecie, bo czują się jak u siebie jeszcze od czasów kolonialnych. W moim sąsiedztwie, w dzielnicy Nabq, np. na osiedlu Egyptian Experience królują Anglicy, a na osiedlu przy hotelu Sea Beach słychać głównie rozbawionych Włochów. W ciągu dnia siedzą na słońcu przy basenach, a wieczorami biesiadują w grupach. Anglicy piją piwo we własnym gronie, albo wychodzą razem do pubu, np. Three Crowns, gdzie można również zjeść dobrego steka. Włosi spotykają się we włoskich trattoriach na osiedlu Delta Sharm lub w pizzerii Melody na Old Markecie, a często na tarasach swoich apartamentów, gdzie zajadają się makaronami popijając wino, niestety egipskiej produkcji, bo o smaku Chianti można tu tylko powspominać. Większość tych emerytowanch rezydentów żyje we własnych enklawach, nie bratając się specjalnie z lokalnymi społecznościami Egipcjan.

Wbrew pozorom i powierzchownym opiniom wcale nie ma dużo związków mocno dojrzałych wiekiem Europejek z młodymi Egipcjanami. Trzymają się one ze swoimi leciwymi „białasami” lub są same (nie muszą nikomu prać skarpet i zbierać gaci z podłogi), jeśli wcześniej owdowiały lub rozwiodły się, a raczej zostały porzucone przez mężów na rzecz dużo młodszych parnterek życiowych.

Mieszkania zostały pokupowane w okresie największej prosperity Sharmu, czyli 8-10 lat temu i niestety, zostały mocno przepłacone. Od mniej więcej 5 lat ceny nieruchomości zaczęły spadać i obecnie można kupić dwupokojowe mieszkanie już za równowartość 90 tys. złotych polskich. Oczywiście na tych mniej renomowanych osiedlach, ale również wyposażonych w baseny i ogrody. Na wszystkich tych „developmentach”, mniej lub bardziej luksusowych, można też mieć za sąsiadów Egipcjan, ale oni są głównie najemcami, rzadziej właścicielami, bo przyjechali do Sharm el Sheikh do pracy, a swoje własne mieszkania mają gdzieś tam w Kairze, albo innym wielkim mieście. Zwykle nie nawiązują się sąsiedzkie przyjaźnie między Europejczykami a Egipcjanami, bo ci pierwsi wolą trzymać się od tych drugich na bezpieczny dystans, żeby nie pozwolić na zbyt nachalne naruszanie swojej przestrzeni prywatnej, zarówno osobistej jak i rodzinnej. Bo Egipcjanie czasem na prawdę nie wiedzą, gdzie jest granica cudzej prywatności.

Zdarzają się jednak historie dość zaskakujące. Z zakończeniem innym, niż można by się spodziewać. Taką historię opowiedziała mi Bożena, wspólna przyjaciółka moja i Moniki, przysposobiona dodatkowa babcia Mahmoudka, która od 12 lat mieszka w Sharmie, we własnym zakupionym 10 lat temu eleganckim mieszkaniu. Bożena otrzymuje 1100 zł polskiej emerytury i nie naruszając zasobów finansowych zgromadzonych na „czarną” godzinę, ta kwota wystarcza jej na przyzwoity poziom funkcjonowania tu, łącznie z regularnymi wizytami u włoskiej fryzjerki. Trzyma się zdrowo, więc nie musi wydawać połowy emerytury na lekarzy i leki.

Ale historia, którą chcę tu przytoczyć, nie dotyczy osobiście Bożeny, a jej znajomej Włoszki…..