Wpis bardzo osobisty

Od dwóch dni wymieniamy z Moniką wiadomości (bo ja jestem akurat w Polsce) na jeden praktycznie tylko temat: czy zgodzić się, aby 3-letni Mahmoudek pojechał tylko ze swoim tatą na 7-9 pierwszych dni Ramadanu do rodziny Aymana do Mahalli. Monika nie może teraz, ani na jeden dzień, zostawić pracy w Sharmie i spędzić chociażby kilku dni z rodziną swojego męża, choć oni serdecznie zapraszają , a wręcz nalegają. Czy mały jest na tyle duży, żeby go puścić tylko z ojcem tak daleko? Rodzina Aymana byłaby zachwycona! Monika radzi się mnie i wszystkich swoich przyjaciółek, rozważa argumenty za i przeciw, w sumie ma świadomość, że dobrze się nim tam zajmą, ale czy za decyzją „na nie” nie przemawia jej zaborcza miłość i nadopiekuńczość wobec synka?

Oceńcie sami:-) oto nasza korespondencja w tej sprawie:

Monika: Ayman jedzie pojutrze do Mahalli, ma już bilet. Rodzina chce koniecznie, żeby wziął ze sobą chociaż Mahmiątko i Ayman też chce. Aż mnie zatkało! Zgodzić się? Niby sama w domu trochę bym odpoczęła, ale nie wyobrażam sobie. Już się denerwuję na samą myśl, że niebezpieczna podróż, albo się tam zaraz rozchoruje, a oni może nie zauważą. Poza tym tęsknota straszna… Nie dam go chyba. Adaś (synek Magdy) jeździł do dziadków do Banha z ojcem. Jutro poradzę się Magdy… Ale nie mieści mi się to w głowie jakoś. Denerwuję się na samą myśl. Aż mi słabo. Z tobą bym puściła, ale z samym Aymanem? To tak daleko. A jak dłużej go tam zostawi? Boże, nie wiem sama, czy gadam głupoty, czy mam rację. To nie jest działka u babci w Polsce, tylko Afryka dzika. Nie. Nie dam go. Nie puszczę.

Ja: Dla mnie to w zasadzie tylko ta podróż jest długa i rzeczywiście taka niebezpieczna, bo teraz tłok na drogach, wszyscy jadą na Ramadan do domu. Jakby polecieli samolotem do Kairu, to ja bym puściła. Dobrze się nim zajmą, pobawi się z kuzynami, teraz już umie dobrze mówić po arabsku….

Monika: Nie ma biletów na samolot. Dawno już wysprzedane. Mahmi mój syneczek zostanie z mamunią i kotkami (są dwa małe, też ze swoją mamunią) i będzie spał ze mną. Będziemy zasypiać razem, trzymając się za rączki, bo on tak lubi. Nie dam go. Mój maleńki. Będzie na pewno grzeczny z samą mamunią. Maluszek taki, gdzie by tam pojechał. Mamy argument, że podróż niebezpieczna. Przedwczoraj autobus z Hurgady miał wypadek i zginęło kilku pracowników z jednego hotelu, co jechali na urlop do domu. Bałam się, że mi powiesz, żebym go dała. Przecież to nasz gawronek maleńki.

Monika: Chce mi się płakać na samą myśl, że on by pojechał. On jeszcze na rączki do mamuni chce i przytulać się przed snem i wymienia, kto już robi „klip” (sleep) i kto jest „taaben” (zmęczony).

Monika: A jak go nie wykąpią przed snem, albo nie daj Boże, zaśnie im zmęczony na podłodze? Obudzi się i będzie chciał mleka, a tam wszyscy będą spali bo Ramadan… Nie, nie, nie… Dziecko jest też moje i beze mnie się nie obejdzie. Koniec. Niech po świętach siostra tu przyjedzie z teściową. Zapraszam. Siostrę, braci, szwagra. Wszystkich po kolei i na turnusy:-) Zadzwonię i im powiem to przy okazji życzeń.

Monika: Ulka mi kolejna napisała, że zwariowałam i powinien Mahmoudek jechać. Trudno, i tak się nie zgadzam. Nie dam go. Popłakałam się, jak go odbierałam dziś z hadany. On taki malutki jest jeszcze. Ulka zostawiała Olka, ale ze swoimi rodzicami na działce. To inna gadka.

Monika: Jak Ulka do mnie wtedy przyleciała sama, to Olek miał 3 lata ale był w swoim domu z ojcem i babcia pod ręką. Polską babcią. A to co innego.

To był w zasadzie monolog, a nie dialog, jak widać….

Ewa Z.

19 Komentarze

  1. Kiedy moja córka pierwszy raz jechała na kolonie miała 7 lat. Komórkę miała tylko wychowawczyni ;) . Jechała ze Ślaska nad morze – cały dzień chodziłam po parku, zaglądałam na witryny sklepów, próbowałam czytać, sprzątać , odwiedziłam koleżanki rozsiewając moje zdenerwowanie gdzie się dało itd. Nerwowa okropnie czekałam na jakiś znak, że dojechała – nerwowa dzwonię późnym wieczorem – córka nawet nie chciała ze mną rozmawiać, tyle ciekawych rzeczy się działo ;) My mamy zawsze się będziemy martwić ;)
    A Mahmoudek ma tatę – dadzą sobie rade ;)

  2. A gdyby to Monika chciała jechać sama z synem a mąż się by nie zgodził bo synek mały i tak bardzo kocha tatusia – rączki wyciąga ? To wtedy pewnie była by wojna że nie pozwala tak ? a jak tata chce zabrać syna do rodziny to nie !? Czemu podważasz ojcostwo męża ? A może mu nie ufasz (wiadomo arab)?

  3. :) tak się właśnie uśmiecham, bo sama miałabym takie rozterki, nawet z najukochansza polską babcią balabym się zostawić na tak długo, chociaż wiem, że córka pewnie bardzo przyjemnie spędziła ten czas i to ja bym się martwiła, tęskniła i dzwoniła co 5 minut. Pierwszą próbkę miałam zaczynając pracę na cały etat i wracając do domu o 20, córka bardzo łatwo się przystosowała, miała towarzystwo do zabawy, tylko ja płakałam wieczorami jak głupia :) z ogromnym strachem, ale chyba bym pusciła, tatusie też umieją się zająć jak mamy nie ma, a i dzieci inaczej reaguje i zachowuje się gdy tyko jedno z rodziców obecne, jeszcze jak dodatkowo jest towarzystwo dzieci to i bez mamy da radę :)

  4. Tu raczej mowa o zwykłych rozterkach Mama-Dziecko a nie o ufność. Każda normalna matka martwi się i ma obawy przed wyjazdem dzieci z kimkolwiek,,,nawet z ukochaną babcią.
    Tak było zawsze i tak już będzie do końca świata :)
    ps.Ja osobiście bym nie puściła takiego małego szoguna…nie ważne z kim :P
    ps.2.mam prośbę do Was…czy mogę Wam zapodać linka do petycji o refundację procesorów słuchu? …sama jestem użytkownikiem takiego cuda.

  5. Zaufać kobiecej (a raczej matczynej) intuicji. Droga jest długa, niebezpieczna, zupełnie inna kultura i mentalność jeżeli chodzi o podejście do dzieci. Same zresztą opisywałyście to swego czasu na blogu. Dziecko jest malutkie i jeżeli Monika ma obawy i złe przeczucia, to spokojnie porozmawiać z mężem i zostawić synka przy sobie w domu. Pytanie czy arabski mąż zgodzi się na takie rozwiązanie. Będzie to przecież ustąpienie w bardzo ważnej kwestii kobiecie i tak to też zostanie odebrane przez jego rodzinę. Ale to już zupełnie inny temat.

  6. Zwyczajne dylematy kazdej mamy… Zakladam, ze rodzina p. Aymana to nie tylko mezczyzni i ze Monika ich zna, wie, czy mozna im zaufac i powierzyc tak male dziecko. Tam chyba sa wielodzietne siostry, szwagierki, ciocie, babcie z doswiadczeniem, wiec nieobce im te klimaty. Jesli dziecko jest zdrowe, to czemu nie? Kontakt telefoniczny- komorka- moze videorozmowa, w pewnym sensie uspokaja. Na poczatek moze nie na tak dlugo 7-9 dni, ale na 3, max 5 puscilabym. Co nie oznacza, ze nie myslalabym bezustannie i nie dzwonila pare razy dziennie;-) Pozdrawiam

  7. Mój syn miał 3 lata gdy pojechał z dziadkami ze Śląska nad morze. Nie było ich przez tydzień.
    Ja odpoczęłam, mały i dziadkowie nacieszyli się sobą. Trochę „poczuł” samodzielności bo babcia i dziadek są super ale jednak to nie mama.
    Myślę, że nie warto być „mamafią” która na każdym kroku jak kura chroni pisklaka. Tata kocha go nad życie i zrobi wszystko by mały był szczęśliwy i zaopiekowany. Już widzę babcię i ciocie które biegają wokół małego… Oj zacałują go na amen znając ich fioła na punkcie dzieci.

    • Polska to nie Egipt. Niestety…jeśli chodzi o ruch samochodowy-autobusowy to jest tam „dzicz” i z tego powodu jest zdecydowanie niebezpieczniej niż w jakimkolwiek kraju europejskim. Przykre to ale prawdziwe…i ja osobiście właśnie z tego powodu bałabym się puścić swojego małego szoguna w tak daleką podróż. Bo w miłość ojca i dziadków nie wątpię.

  8. Nie puszczaj :) Synek jest maleńki i nie dziwię się Twoim rozterkom.I nawet jeśli On świetnie poradziłby sobie sam z Tatą,to po co Ty masz się zamartwiać.Jeśli czujesz,że nie powinnaś Go puszczać to zaufaj instynktowi macierzyńskiemu i kropka ;) Pojedzie za rok,albo dwa.Albo wtedy kiedy będziesz mogła jechać z Nim ;)

  9. Ja bym nie puscila za malutki. Takiego jeszcze trzeba nie spuszczac z oka. Nie daj boze gdzies wlezie I ten ruch w Egipcie na drogach rzeczywiscie nie bezpieczny.

  10. Doskonale rozumiem Panią Monikę :) Ja też bym nie puściła Córci samej z Tatem w Polsce nigdzie na dłuzej niz kilka godzin :/ Mam nadzieję, że ta moja miłość i strach o Dziecko unormuje się gdy Malutka pójdzie do przedszkola od września. Pozdrawiam

  11. Ciekawa jestem jaka zapadla decyzja w sprawie wyjazdu malego z tata jesli mozna wiedziec. Jak maz przyjmie/przyjal sprzeciw zony i jak to przyjmie jego rodzina. Ja tez nie poslalabym tak malego dziecka na niebezbieczna podroz. Balabym sie tez, ze rodzina meza moze zechce zatrzymac malego na dluzej, co tez sie zdarzalo w tej kulturze. Co wtedy moze zrobic matka dziecka?
    Pozdraiwam i dziekuje za interesujacy blog o zwyklym zyciu w innej kulturze i religii.

    • Ma Pani dużo racji. Też się bałyśmy, że stwierdzą, że dziecko się dobrze bawi z kuzynami i może zostać na dłużej. Dla nich to normalne sytuacje, dla nas nie, wiec mały nie pojechał ostatecznie z tatusiem. Został z mamą :-)
      Pozdrawiamy

      • Jak dla mnie dziwny powod. Nawet, jesli by rodzina meza stwierdzila, ze moze dluzej zostac, to chyba maz bylby w stanie sprzeciwic sie takiej decyzji? No, chyba, ze zupelnie sie z twoim zdaniem nie licza. Dziwi mnie tez, ze „Z tobą bym puściła, ale z samym Aymanem?” – ojciec dzieckiem sie nie potrafi zajac, czy co?? Co do tej kapieli, to jak dziecka raz nie wykapia, to nic mu sie nie stanie… Ja bym nie puscila z jednego tylko powodu – stan (nie)bezpieczenstwa na drogach, spotegowany (zblizajacym sie) Ramadanem. Poza tym, masz racje – to Afryka, a nie Polska.

  12. W głębi serca Pani Monika obawiała się,że synka już nie zobaczy.
    Tak jest w tej kulturze.I te gęste tłumaczenia…no błagam…pani Moniko sama pani wie jaka jest prawda i czego się pani bała tak naprawde.

    • Obawiam się jednego:-( O czym mogę pisać na tym blogu mając takich Czytelników jak Pani. No błagam…. skoro ta kultura jest taka straszna, to niech Pani przestanie o niej czytać:-) Masochistką Pani jest, czy coś podobnego?

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.