Życie Beduinów w Sharm – czyli co kryją dziwne domostwa i terenowe Toyoty

r3

To zdjęcie zrobiłam telefonem, zupełnie przypadkiem, wchodząc do schroniska (centrum ratunkowego) dla psiaków Sharm Action for Animals, gdzie udzielam się jako wolontariuszka. Ze względu na niskie koszty, teren wynajmujemy właśnie w beduińskiej dzielnicy Sharmu,  Al. Rewisatt  (pisane różnie, a wymawiane Ruajsed). Jest to położone pod samymi górami, widoczne z obwodnicy miejsce. Dziwne, tajemnicze, brudne, zakurzone… ale pełne folkloru i bardzo ciekawe. Oprócz Beduinów zamieszkują tu…. Europejczycy oraz Egipcjanie, którzy przy swoich ogrodzonych jak warownie willach, mają piękne ogrody i niezmąconą niczym prywatność.

Ale najważniejszym elementem obrazu są tu właśnie Beduini. Ich żony i dzieci. Ich zwierzęta i samochody. Niektóre nowe i ładne, w większości terenowe, a niektóre to rozwalające się pick-upy, które dzielnie zarabiają na jedzenie dla swoich właścicieli. Bo choć z wierzchu totalny grat, to w środku motor nie do zdarcia. Mężczyźni najczęściej chodzą w galabeijach i chustach na głowie, a kobiety spowite w czerń i z zasłoniętymi twarzami, jednak rzadziej w nikabach, a częściej z nałożoną tylko do wysokości nosa częścią chustki. Wiele Beduinek posiada na twarzy ozdobne tatuaże. Bardzo trudno zrobić tym ludziom zdjęcia, gdyż są nieufni. Trzeba zawsze prosić o zgodę, którą trudno dostać. Kobiety często palą haszysz, podobnie jak ich mężowie, którzy niepozorni i wyglądający na pastuszków, odznaczają się twardym charakterem i siłą. Chyba tu sprawdza się teoria, że prawdziwy „kozak” nie musi się z tym obnosić. On po prostu nim jest. A im bardziej niepozorny, tym lepiej. Miałam okazję nieraz przekonać się o słuszności tych słów.

Udało mi się wejść na jedno z podwórek, a właściwie wprowadziły mnie dzieci. Dostały za to 10 funtów (około 5 PLN) i dumnie pozowały mi do zdjęcia, a także pokazały swoje wielbłądy i powiedziały, jak każdy z nich ma na imię.

r1 r2

Wielbłądy są bardzo cenne dla tutejszej ludności, gdyż to one, oprócz zdezelowanych pick-upów , zarabiają na gromadkę dzieci i ich rodziców, będąc atrakcją turystyczną.  Dlatego bardzo się o nie dba i traktuje jak członków rodziny. Domostwo wygląda dość przerażająco, ale jest po prostu jeszcze niewykończone. Jednak kobiety radzą sobie z gotowaniem, dzieciaki mają gdzie biegać, brak butów im nie przeszkadza, a zwierzęta spokojnie, jak zwykle, stoją sobie i rozmyślają. Kiedy my, Europejki, przyjeżdżamy do naszych fundacyjnych psiaków, wszystkie dzieci patrzą na nas z niegasnącym zaciekawieniem. Czasem kobiety wychylą się zza zasłony (bo najczęściej nie ma drzwi) i po miłym przywitaniu, chowają się, chichocząc. Są jednak bardzo miłe, kiedy się do nich zagada. Ostatnio zawiozłam im ciuszki dziecięce, z czego bardzo się cieszyły. Chciałabym kiedyś spędzić choć chwilkę w takim zwykłym, beduińskim domu i mam nadzieję, że w końcu mnie zaproszą.

Żony Beduinów całe dnie spędzają na gotowaniu i praniu (ręcznym) oraz opiekowaniu się przydomowym zwierzyńcem, w czym pomagają dzieci. Te z kolei świetnie opiekują się młodszym rodzeństwem, więc mimo pozornego chaosu, wszystko jest pod kontrolą, podczas gdy ojciec zarabia na życie, wożąc meble, czy inne cięższe towary. Często jeździ po mieście albo siedzi w jednej z kilku z beduińskich kawiarni (też prowizorycznych), licząc, że złapie klienta. Jednemu takiemu udało się złapać mnie, a właściwie mnie udało się złapać jego:) Musiałam przewieźć bardzo dużą budę dla psa, która była na posesji weterynarza, mieszkającego właśnie na Al. Roweisatt, na swoje osiedle. Podjechałam więc pod wspomnianą kawiarenkę, gdzie byłam jedyną kobietą w promieniu co najmniej 200m… zakrzyknęłam wesoło Salam Alaykum i powiedziałam, że chcę duży samochód (car beduiński, jak go nazywamy z koleżankami). Natychmiast znalazł się chętny kierowca wraz z pomagierem. Pojechali ze mną pod dom dr. Alberta, który akurat operował, więc ja wraz z jego żoną nadzorowałyśmy załadunek budy na pakę Toyoty. Beduini najpierw bali się do niej podejść, myśląc, że w środku jest pies:)  Ale potem sprawnie wrzucili ją na swój beduiński car, a ja wraz z panią weterynarzową targowałyśmy się o cenę usługi, gdacząc przy tym jak kury (zwyczaj miejscowych kobiet). W końcu po wielu udawanych oburzeniach, łapaniu się za głowę i wymachiwaniu rękami udało się ustalić cenę i ruszyliśmy. Oni za mną, bo miałam wskazać drogę…. miałam… w czasie około 10 minutowej jazdy wielokrotnie mnie wyprzedzali, trąbiąc przy tym i poganiając mnie, abym jechała szybciej… a ja nie mogłam, bo mój mały samochodzik ma mały motorek, w porównaniu do ich bandyckiego silnika. Prawie mnie staranowali, ale wreszcie udało się dojechać na moje osiedle, gdzie doszło dwukrotnie do awantury, bo nierozsądni kierowcy (mieszkańcy osiedla) nie mogli zaczekać 3 minut, aż moi Beduini wyładują psi domek. Jeden facet (otyły kierowca czarnego BMW), myśląc, że to on jest bossem, bo na takiego stara się wyglądać, o mało nie przypłacił obrażeniami swojej niegrzecznej niecierpliwości. Na szczęście udało mi się zmusić go do powrotu do samochodu, a 6 pracowników Sunterry (nasze osiedle) uspokoiło niepozornych, lecz ostrych facetów w chustach na głowie:)

To naprawdę ciekawi i mili ludzie. I takie same są ich wielbłądy…. Spokojne, kiedy jest się dla nich dobrym, ale silne i nieugięte.

r4

8 Komentarze

  1. Witam
    Przeczytałam blog od deski….wciągnął mnie jednym słowem:)
    Fajna sprawa dla miłośników Egiptu ale również dla tych ,którym kraj jest zupełnie obcy i budzi lęk.
    A co do Beduinów mam odmienne spostrzeżenia
    Kiedy ostatnio 2 mce mieszkałam w Delta Sharm, często żywiłam się w miejscowych barach(uwielbiam koshari).Takowe znajdują sie po drugiej stronie ulicy .I tam niestety miałam wątpliwą przyjemność spotykać grupy upalonych zaczepiających Beduinów handlujących haszem.
    Również w opinii moich znajomych Egipcjan nie mają zbyt dobrej sławy.
    Ale…może trafiłam na tych nieodpowiednich ludzi, jak bywa w każdym zakątku świata.
    Jeszcze raz dziękuję za miłą lekturę.
    Będę w Sharm na przełomie stycznia i lutego .Jeśli będzie Pani miała czas i ochotę to może się spotkamy..
    Pozdrawiam

    • Ja także mam wrażenie, że Beduini to typki spod ciemnej gwiazdy :) Chociaż mnie nic złego nie spotkało, to wiem, że w Sharm kilka miesięcy temu zastrzelili jednego jak sprzedawał hash, zdaje się przy Old Markecie. Często korzystam z taxi beduinów, np. jak wracam z Polski obładowana bagażami to najlepsza alternatywa ;] No i ceny bardzo dobre. Zawsze podziwiam te ich ciemną oprawę – ciemne oczy, włosy. Zupełnie inna karnacja niż rodowici Egipcjanie, w tym mój mąż :)

      Polecam książkę „Żona Beduina” Marguerite van Geldermalsen :))

    • Będę w Polsce akurat :) wyczekany zimowy wyjazd :) oby tylko był śnieg ! Wiem , że Polacy mają dość zimna…ale ja tak za nim tęsknię :)

      • Oh z tą zimą w tym roku jest mały problem, niestety wieje i leje a śniegu jak na lekarstwo…ale zawsze to jakaś odskocznia od ciepła i palm hahaha .Życzę miłego pobytu:)

  2. Witam Panią, czy odnośnie wczorajszych wydarzeń w Paryżu mogłabym prosić o komentarz? Bardzo mnie interesuje jak na tę strzelaninę patrzą inni muzułmanie.
    pozdrawiam,

    • Dla zabójstwa nie ma usprawiedliwienia. Myślę, że autorka bloga się ze mną zgadza. Tak na marginesie jedna z ofiar – Policjant Ahmed – to również Muzułmanin. Kolejny Muzułmanin ocalił kilkanaście osób w chłodni, gdy podczas ataku terrorysta wziął zakładników.

      Terroryzm to nie sprawa religii, a światopoglądu.

    • ja nie czuję się osobą kompetentną, aby to komentować…a mój mąż jest tym oburzony i cały czas ogląda sprawozdania w tv. Wszyscy znani mi muzułmanie są tym przerażeni i nikt się z tym nie identyfikuje.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.