Życie ulicy w mieście Mahalla

Mahalla el Kubra to typowe duże przemysłowe miasto egipskie. Życie w takim mieście nigdy nie usypia, a dla mnie podglądanie tego wszystkiego, co się wokół dzieje, było tak absorbującą czynnością, że czekałam ciągle na odpowiedni moment, żeby wyjść niepostrzeżenie z salonu na na balkon, albo w ogóle wyjść do miasta pod byle pretekstem.

Od pierwszych chwil uwagę moją przykuła architektura i to, co nazywamy w Europie zagospodarowaniem przestrzeni. No….. różnice w tym zakresie między egipskimi a europejskimi miastami są nie do opisania. Trochę widać na zdjęciach. W Egipcie buduje się, jak kto chce, bez żadnych zezwoleń na budowę, każdy według swoich upodobań i potrzeb, a miejskie plany zagospodarowania przestrzennego po prostu nie istnieją. Mafisz (nie ma). Halas!

Rodzinne kamienice są zawsze kilkukondygnacyjne, bo zgodnie z tradycją, jeśli kogoś na to stać, każdy z synów powinien mieć swoje oddzielne mieszkanie, zajmujące jedno piętro we wspólnym domu. Przestrzeni w poziomie jest mało, więc budynki pną się w górę. Niektóre wyglądają jak wieżowce (na zdjęciach poniżej), można doliczyć się nawet dziewięciu pięter (rodzice i ośmiu synów), ale wciąż są to kamienice należące do jednej rodziny.

WP_20160227_014[1]

WP_20160227_012[1]

 

Nawet, jeśli któryś z synów wyjechał do pracy do innego miasta albo za granicę, jego mieszkanie w rodzinnym domu musi zawsze na niego czekać. Na wynajem lub sprzedaż buduje się inne domy, równie wysokie, bo przestrzeń jest w cenie, a zapotrzebowanie na mieszkania – ogromne.

Ulice są w większości wąskie, a nawet bardzo wąskie, również dlatego, aby nie pozwolić na wpadanie zbyt dużej ilości słońca do mieszkań. Wszystkie okna mają drewniane okiennice. Mnie akurat przeszkadzał ten brak wystarczającej ilości dziennego światła w domach, ale Egipcjanie chowają się przed słońcem i tu tak musi być. Przy wszystkich balkonach porozciągane są sznurki do suszenia prania, z przypiętymi do nich ubraniami, pościelą, wietrzącymi się kocami, i często stanowi to jakąś swoistą ozdobę elewacji, ponieważ niewiele budynków jest otynkowanych z zewnątrz. Właściwie pranie rozwieszone jest przed balkonem każdego mieszkania, bo Egipcjanki piorą na potęgę, a i mają kogo opierać:-) Z niektórych mieszkań na wysokich piętrach zwisają przywiązane na długiej lince koszyki lub plastykowe wiaderka. Żeby nie biegać za często po schodach na górę, wciąga się w nich jakieś drobne zakupy ze sklepu na dole albo coś, co jest akurat bardzo potrzebne, a jest w posiadaniu rodziny lub zaprzyjaźnionej sąsiadki z dołu lub z naprzeciwka.

Uliczny handel obwoźny to genialna sprawa – tradycja zakorzeniona w Egipcie chyba od niepamiętnych czasów. Zaraz po porannym pianiu kogutów, dochodzącym z dachów wielu domów (na wielu poddaszach hoduje się ptactwo domowe), zaczynają się rozlegać donośne nawoływania sprzedawców, którzy oferują wymianę butli gazowych oraz rozmaite produkty rolne, właśnie dopiero co zebrane z pola lub sadu, a nawet żywy jeszcze drób. Niektórzy sprzedawcy mają towar ułożony na pace samochodu, a niektórzy na drewnianej platformie-wózku zaprzęgniętym do konia, albo częściej – osła. Aby obwoźny sklep nie umknął niczyjej uwadze, wszyscy zachwalają bardzo głośno oferowane przez siebie towary, używając do tego megafonów, takich samych, jak używa się podczas publicznych manifestacji.

P1010468

P1010471

P1010474

P1010480

Handel obwoźny kwitnie, bo ceny są bardzo konkurencyjne w stosunku do cen w supermarketach, a nawet małych sklepikach, a państwo nie pobiera opłat od handlujących w ten sposób. Kupuje się spore ilości, bo warto, np. 10 kg pysznych pomarańczy (za równowartość ok. 5 zł polskich), 5 kg truskawek albo skrzynkę świeżych pomidorów lub ogórków.

Ewa Z.

8 Komentarze

  1. Patrząc na zdjęcia mam tylko jedną myśl: trzeci świat :( Brak ładu i składu, do tego wrażenie ogólnego bałaganu. myślę, że cieżko jest mieszkać w takim miejscu, wiedząc, że standardem powinny być chodniki, skwery, płace zabaw i parki. Jestem pewna, że Europejkom nie jest tam łatwo :)

    • A czytała już Pani artykuły (3 części) pt. „Czy Egipt jest Trzecim Światem?” na monikaabdelaziz.natemat.pl? Polecam. Dowie się Pani więcej:-)

    • Troszkę mnie ten komentarz rozśmieszył, bo niemal takie same warunki mamy w naszej europejskiej i cywilizowanej europie… Mieszkam we Włoszech, w małej nadmorskiej miejscowości i proszę sobie wyobrazić, że w domu nie mamy normalnej instalacji gazowej, tylko gaz kupuje się w butlach i w ten sposób gotuje. Handel obwoźny również kwitnie, można kupić wszystko z tzw przyczepy, owoce, warzywa, ubrania, dywany głownie od arabskich sprzedawców… Kto tylko balkon posiada, również spuszcza koszyczek lub wiaderko z pieniędzmi a sprzedawca lub znajomi robią zakupy i ładują je sprawnie do koszyczka… Bałagan, wory śmieci i ogólny brud na ulicach to część krajobrazu, nikogo to nie dziwi. Ciasne uliczki potrafią mieć swój urok, tylko nie każdy lubi i docenia. I w tym całym bajzlu, wszyscy żyją bezstresowo.

      • A ja pomieszkuję w prześlicznej nadmorskiej miejscowości Mijas Pueblo w hiszpańskiej Andaluzji i też mamy tam butle z gazem do gotowania, ponieważ nie ma możliwości prowadzenia instalacji gazowych na skalistym terenie, gdzie góry zaczynają się tuż za plażą. Często również skalistą. A uliczki są tak wąskie, że na niektórych trzeba albo poruszać się pieszo, albo można wynająć „oślą” taksówkę. I w tym jest największy urok:-) Także we Włoszech i innych krajach na południu Europy.

  2. Wreszcie moja ciekawość odnośnie wyglądu Mahalli została częściowo zaspokojona :) Gdy czytam kolejne wpisy, staram się sobie wszystko wyobrazić, dlatego zdjęcia są tu nieocenione :) Chciałabym zadać Paniom kilka pytań (tak naprawdę mam ich tysiące, ale się powstrzymuję) – z góry przepraszam, jeśli okażą się niedyskretne…. Czy dom Pani Moniki stoi przy takiej właśnie uliczce? Wydają mi się bardzo klaustrofobiczne i wszystko jakby przysypane jakimś pyłem… Nie potrafiłabym mieszkać w takim miejscu, bez żadnej przestrzeni, jednak zupełnie tu inaczej niż w Sharmie. Pani Ewo – a jak reagowali na Panią miejscowi podczas Pani wycieczek po mieście? Wiem, że raczej nie spotyka się tam Europejek, czy chodziła Pani sama? I ostatnie już pytanie – czy rodzina męża Pani Moniki (zwłaszcza siostry jej teściowej) nie patrzyła krzywo na Pani ubranie?
    Pozdrawiam wiosennie :)

    • Odpowiadam po kolei: Tak, rodzinny dom Aymana, w którym mieszka obecnie Monika z rodziną jest przy takiej właśnie ulicy. Raczej ulicy niż uliczce, bo w rzeczywistości to dość duże ulice, tylko być może zdjęcia robione z góry powodują, że wydają się one znacznie mniejsze. Dzielnica Shaabeya to niedawno powstała dzielnica, wszystkie domy są tam wybudowane w ciągu ostatnich kilku lat i uchodzi za jedną z lepszych w Mahalli. Ceny działek poszybowały niebotycznie w górę.. Mnie one nie wydają się klaustrofobiczne, kocham taką ciasną zabudowę w małych miastach na południu Europy, np. mojej ukochanej Andaluzji w Hiszpanii. I powody, że się tak właśnie buduje, są podobne. Pył rzeczywiście jest widoczny i wyczuwalny w powietrzu ze względu na jego duże zanieczyszczenie. Tak jest we wszystkich dużych miastach egipskich, a przoduje w tym Kair. Nie wspominając o naszym Krakowie, który też zajmuje bardzo niechlubne wysokie miejsce na liście najbardziej zatrutych miast europejskich. To jest problem wielu dużych miast, choć powody zanieczyszczenia powietrza są w nich różne.
      Chodziłam sama po Mahalli, choć niezbyt daleko od domu (przeważnie do cukierni), żeby się nie zgubić. Podczas dalszych wycieczek z Moniką nie wzbudzałam jakiegoś dużego zdziwienia, bo można spotkać w mieście egipskie chrześcijanki, które chodzą bez chustek na głowie. Chyba się wszyscy domyślali, że znalazłam się w Mahalli z powodów rodzinnych, nie innych. Czasem nawet pytali…
      Nikt w rodzinie przez ułamek sekundy nie spojrzał na mnie krzywo i niczego nie krytykował. Wychodząc z domu zakładałam coś bardziej „pod szyję”. Podobały im się moje ubrania, choć nie było to nic niezwykłego i mówiły tylko, że mogę sobie na takie stroje pozwolić, bo mało jem. I mówiły, że po moim wyjeździe idą wszystkie (siostry Aymana) na dietę. Oczywiście nie poszły:-)
      Ewa

  3. a jak Moniko odnajdujesz się w Mahalli? Miasto zupełnie inne od nadmorskiego kurortu gdzie wcześniej mieszkaliście, nie brakuje Wam tam zieleni? Macie tam jakieś parki czy place zabaw dla dzieci czy tylko te skwery z ławkami i kawałkiem trawnika? a jak tam jest ze zwierzętami domowymi? bywają tam psy i koty żyjące w blokach? mnie osobiście brakowało by choćby drzew rosnących wzdłuż ulic, parków czy zielonych terenów za miastem. A co robią Egipcjanki z małymi dziećmi? są jakieś baseny, kina czy inne atrakcje?

    • Oj, chyba jesteś naszą nową Czytelniczką, bo już dużo o tym pisałam. O tym, czym się różni Mahalla od Sharmu, o zwierzętach i Egipcjankach jako matkach, itd….. Zieleń, parki!? Jak widać na zdjęciach:-) O atrakcjach dla dzieci będzie post:-)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.